Ech, teraz już raczej z późno.. ratuje mnie tylko że przed warsztatem jest już zrobiony ładny utwardzony parking na około 4 samochody. To wszystko na terenie ogrodzonym. Więc jak coś praca mi stanie to wyciągnę auto o ile będzie miało koła na zewnątrz.. Wiem że dwa stanowiska powinny być ale niestety jakbym chciał dwa to bym musiał rozkopać ogród tam gdzie bym nie chciał i wydał bym więcej z 40-50 tysięcy. Muszę dać sobie radę tylko z jednym. Uznam to jako początek zawodu. Ale nie będę robił ciężkich napraw jak sprzęgła czy uszczelki pod głowicą. Tylko wulkanizacja, naprawa wydechów, tłumiki, tarcze, klocki, płyny, geometria kół, zawieszenie itp. Czyli szybkie naprawy aby auto mi nie stało długo. Mam blisko od siebie sklep z częściami i firmę produkującą tłumiki, komplety układów wydchowych na pół europy do wszystkich aut, będą mi dowodzić na telefon części. Niestety nie wiem czy dostanę tanio sprzęt do geometrii kół który potrafi mierzyć na podnośniku bo wiem że taki jest.
Dziś klienci lubią być obsłużeni kompleksowo. Najlepiej po naprawie żeby im jeszcze umyć samochód. Przy zawieszeniu często lubi trafić się maglownica, łożysko i ręczny. Jedno stanowisko to naprawdę mało. A jak zimą przyjedzie na sznurku jakiś diesel na rozmrożenie, albo szybką diagnostykę. W wulkanizacji w pojędynkę nie naszalejesz . Taka wymiana trwa wtedy 40 minut. Klienci nie lubią tyle stać i czekać przy samochodzie. Więc co ? Poczekalnia z krzesłami , czy biuro z kanapą. Ludzie zrobili się dziś wygodni, wolą zapłacić 20 zł więcej i w ciepełku sobie posiedzieć. Nie wyobrażam sobie pracy w warsztacie jednoosobowym. Klient nie obsłużony czyli spławiony rzadko wraca i chce znać choć wstępną diagnozę, zarys finansowy naprawy , cenę części i czas , bo auto potrzebne na już.
Niestety życia nie oszukasz , takie czasy , duży może więcej, jest bardziej wszechstronny , a koszty stałe rozkładają się na więcej osób.
Na szybko przedstawię Ci jak wygląda zarobek na wulkanizacji: za stalówki weźmiesz 50 zł , za alusy 60. Za 17 , 18 cali to już ceny indywidualne, ale trzeba potrafić, żeby nie zniszczyć komuś felgi , albo opony, a i sprzęt i kręgosłup wtedy dostaje.
Twoje koszty to : prąd, sprężarka , pneumat , nasadka, światło, pasta, ciężarki, rozpuszczalnik, wąż, złączki pneumatyczne, kreda , worki, wiertarka , szczotka na wiertarkę , manometr, manometr elektroniczny, zmywaczka do posadzki- żeby zbierać śnieg i sól z obciekłych aut, ogrzewanie, podnośnik , ewentualnie bałwanek - ale z nim jest bieganiny, bo czasem trzeba każde koło z osobna potraktować i inne pierdoły akcesoryjne które też trzeba ciągle dokupować.
No niestety to wszystko co wymieniłem się zużywa. Teraz pytanie - czy będziesz jeszcze znajomym wymieniał i wtedy fiskalizację można pominąć , czy obcym , więc jeszcze podatek od tego. No i jakim sprzętem zamierzasz to robić , bo słaba wyważarka i montażownica wytrzyma może ze 2 sezony i się zacznie - a to silnik trzeba przewinąć , a to kondesator, a to łożysko ,a to wężyki, zawory, a czasem grubsze awarie. Kupiłem ostatnio taką montażownicę po przeglądzie gdzie faktura po 4 latach pracy jest na 3 tys zł za wstawione w nią części eksploatacyjne.
Wulkanizacja to nie jest wcale jakaś kariera - jak ktoś sobie niewtajemniczony myśli . Trzeba naprawdę zmienić wiele kompletów w sezonie, żeby jakoś na tym wyjść.