Program calkowicie nie potrzebny i szkodzacy branzy.
Oj tam, oj tam. Te programy takie są. Tak samo jak był swego czasu program "Usterka", czy "Drogówka". Schemat jest ten sam - pokazujemy coś co w naszym mniemaniu jest "nie halo", dorzucamy odpowiedni komentarz - bo widz przecież nie jest mechanikiem i trzeba go "ukierunkować" i mamy oglądalność. Jak chcą być tak bardzo w porządku to niech wrzucą od razu adresy tych warsztatów, ale nie, tego nie zrobią bo musieliby się liczyć z procesami sądowymi.
To jest taka moralność Kalego (dla niezorientowanych: "Kalemu ukraść krowę - źle, Kali ukraść krowę dobrze"), wystarczy posłuchać czasami wypowiedzi prezenterów telewizyjnych, choćby w temacie bezpieczeństwa na drogach; jednego dnia wychodzi facet przed kamerę i mówi:
Polacy są złymi kierowcami, przekraczają prędkość przez to stwarzają dużo bardzo niebezpiecznych sytuacji na drogach. Nikt w terenie zabudowanym nie jeździ 50 km/h, ludzie jadą dużo szybciej. To jest złe!!!"
Następnego dnia ten sam facet, wychodzi przed kamerę i mówi:
"
Rząd przeznaczył na nowe fotoradary 20 mln PLN. No, teraz to już wogóle nie będzie się dało po tych drogach jeździć. podróż z Warszawy do Krakowa to chyba będzie cały dzień trwała. Ooooo jakie to nie dobre. Zły rząd, bo znowu sięga do kieszeni obywatela."
Czemu tu nie ma narratora, który by mu powiedział:
"Słuchaj facet, przecież jak pojedziesz zgodnie z przepisami, to nie masz się czego obawiać."
Czemu nikt nie pokaże jak jadę w sznurze pojazdów, i na podwójnej ciągłej wyprzedza mnie samochód znanej stacji telewizyjnej, ryjąc mi się na "chama" przed maskę, bo panom dziennikarzom spieszy się, no w sumie nie wiadomo do czego.
Schemat programu jest prosty:
- Specjalista tworzący usterki które same nigdy by nie powstały, robiacy wycenę z sufitu, ale jednocześnie taką że zachowuje pozory normalności - no bo przecież dla normalnego zjadacza chleba to ile można wziąść za przełożenie dwóch wężyków na swoje miejsca.
- Klientka - najlepiej baba, która nic nie wie, "Auto nagle zaczeło dymić, grzać się i o mało co się nie zapaliło" - jakby facet takim tekstem rzucił to byłoby to podejrzane, a tak to można mechanika w błąd wprowadzić i bezkarnie zasugerować mu że awaria jest poważna.
- No i narrator - który zasugeruje widzowi, na które rzeczy zwócić szczególną uwagę, rzuci w odpowiednim momencie super dowcipem i nie pozwoli na to, żeby oglądający miał choć cień wątpliwości co do tego kto chce tu kogo zrobić w bambuko.
I już jest przepis na program który zapewni nam w miarę dobrą oglądalność.
Oczywiście, trzeba oddać sprawiedliwość, że warsztaty pokazane w programie też wykazują się dużą dozą pazerności i najnormalniejszego cwaniactwa.
Ale czy to szkodzi branży... Panowie, przecież i tak ten przysłowiowy Jan Kowalski, musi gdzieś samochód naprawiać, jeśli w tym programie rozpozna swój warsztat, to go po prostu zmieni, zresztą całkiem słusznie.
Tak jak ludo napisał:
A niech oglądają i co obrażą się na wszystkich mechaników? Wypiją flaszkę i dawaj zrobimy to sami albo może pójdzie gość do biedronki i poprosi, żeby mu kasjerka naprawiła w czasie jego zakupów. Czy chcemy czy nie i i tak każdego dnia rośnie liczba tych, którzy mogą nas pocałować w d.....e.
pani w biedronce mu tego nie naprawi.