Panowie! Temat bedzie dlugi i bardzo dobrze, bo chce Was ostrzec przed moim bledem!
Zaczelo sie w lutym/marcu 2017r. Chodzilem do gimnazjum i ojciec zadal mi pytanie do jakiego technikum chce isc. Wiedzial, ze zawsze pasjonowalem sie samochodami, a on sam byl mechanikiem po szkole zawodowej w latach '80. W moim miescie byly trzy szkoly. Nazwe je A, B i C. Wtedy slyszalem opinie mojego taty o wszystkich tych szkolach. Szkola A byla bardzo dobra szkola ktora konczylo malo uczniow. Byla ona ciezka ale prestizowa i warsztaty "zabijaly sie o ich technikow". W szkole B byli uczniowie ktorzy chcieli byc technikami, ale byla to glownie "patologia warsztatowa" ktora robila wszystko na je**l pies. I szkola C w ktorej wystarczylo zeby uczniowie przychodzili do szkoly i zdawali (wyj****e po calosci). Moj ojciec konczyl szkole C lecz uczyl sie pilnie, bo efekty widze nawet teraz przy rozmowie czy przy robieniu jego auta. Zdecydowalem, ze na dni otwarte pojde do szkoly A i B. W szkole A rzeczywiscie inteligentni nauczyciele (wiedzieli co tam robia), normalni uczniowie itd. Szkola A ma swoj wlasny warsztat, blacharnie i lakiernie. Dwoch ostatnich nie powstydzilyby sie nawet ASO. Pojechalismy do szkoly B no i uczniowie tak jak slyszalem: husaria, 44 pamietamy, je**c inny klub sportowy itd. Szkola B nie posiadala wlasnego warsztatu i uczniowie byli porozsypywani po ASO: Skoda, Fiat, Opel, Mercedes itd. Ale stwierdzilem, ze z takimi uczniami to ja sie wykoncze wiec wybralem szkole A (te z prestizem itd.)
Przyszedl wrzesien. Szkola szkolą, warsztat warsztatem i klasa klasą. Nic nadzwyczajnego. Jaka szkola jest to kazdy wie. Przyszla pora na praktyki (warsztat). W silnikowni rozkrecalismy i skrecalismy silnik od Poloneza 1.6 (gwinty powyrabiane, poprzekrecane, a szklanki ledwo wpadaly w otwory, nie mowiac juz o laskach ktore moglyby robic za katomierze). Dodam, ze silniki byly niesprawne a mial tam jeszcze pare silnikow od Nissana, Audi i VW ale wszelkie prosby na zmiane silnikow traktowal wiecie jak. Nie wspominajac o tym, ze kazal nam odkrecic np. glowice, wychodzil na pare godzin, wracal i mowil, ze jest zle. Pewnie gdyby ruszyl dupe i nas nauczyl, albo dal ksiazke to bysmy wiedzieli. I tak 2 miesiace. Przyszla pora na dzial podwozia (typowa robota na warsztacie). Mechanik zajebisty, do rany przyloz i w dodatku zlota raczka. Na 6 mechanikow przypadaja 2 szafki firmy Yato (szkoda strzepic ryja na temat tych kluczy). Jak zawsze czegos brakowalo i wybijcie se z glowy, ze szkola miala jakies sciagacze.
Moj kolega ze szkoly B robil w tym czasie w ASO Mercedesa na kluczach firmy Wurth (mechanicy doskonale wiedza co ta firma potrafi), ale mysle sobie, ze klucze mechanika z ciebie nie zrobia. Tyle, ze tam na 1 mechanika przypada szafka z 750 kluczami (mozna naciagnac, ze Mercedesy sa skomplikowane) podczas kiedy moja hala w szkole ma lacznie moze z 1000 (tak, klucz udarowy to zbyt duza nowosc zeby moja szkola go miala).
Zawsze lubilem robic przy samochodach i stwierdzilem, ze jak tak dalej pojdzie to, ze z technikum wyjde z kwitkiem i dziurami w glowie. W marcu poszukalem warsztatow obok swojego mieszkania i znalazlem. Maly warsztacik, 2 kanalowy stary, ale mial w sobie to cos
) 2 mechanikow; szef i mechanik. Obaj zajebisci i swietnie tlumacza. Pogadalem z szefem, dalem swistek ze szkoly, zeby inspekcja sie do nich nie doczepila i przyjal mnie (w ramach nauki pozalekcyjnej). Tyle co nauczylem sie z nimi przez miesiac, nie nauczylem sie w szkole przez 7 miesiecy!
Moral jest krotki. Nie oceniaj ksiazki po okladce i nie idz tam gdzie ci radza tylko tam gdzie poczujesz sie jak w domu. Z tego miejsca chcialbym podziekowac mocno w dupe mojemu nauczycielowi od silnikow za poswiecony czas przy silniku przestazalego generacyjnie o 40lat, bo w warsztaciku przy bloku mechanicy lepiej wytlumaczyli mi zasady dzialania podzespolow jak i ich zastosowanie niz pan magister.
Chcialbym, zeby ten post byl widoczny, aby uchronic kandydatow przed moim bledem.
Dziekuje
Zaczelo sie w lutym/marcu 2017r. Chodzilem do gimnazjum i ojciec zadal mi pytanie do jakiego technikum chce isc. Wiedzial, ze zawsze pasjonowalem sie samochodami, a on sam byl mechanikiem po szkole zawodowej w latach '80. W moim miescie byly trzy szkoly. Nazwe je A, B i C. Wtedy slyszalem opinie mojego taty o wszystkich tych szkolach. Szkola A byla bardzo dobra szkola ktora konczylo malo uczniow. Byla ona ciezka ale prestizowa i warsztaty "zabijaly sie o ich technikow". W szkole B byli uczniowie ktorzy chcieli byc technikami, ale byla to glownie "patologia warsztatowa" ktora robila wszystko na je**l pies. I szkola C w ktorej wystarczylo zeby uczniowie przychodzili do szkoly i zdawali (wyj****e po calosci). Moj ojciec konczyl szkole C lecz uczyl sie pilnie, bo efekty widze nawet teraz przy rozmowie czy przy robieniu jego auta. Zdecydowalem, ze na dni otwarte pojde do szkoly A i B. W szkole A rzeczywiscie inteligentni nauczyciele (wiedzieli co tam robia), normalni uczniowie itd. Szkola A ma swoj wlasny warsztat, blacharnie i lakiernie. Dwoch ostatnich nie powstydzilyby sie nawet ASO. Pojechalismy do szkoly B no i uczniowie tak jak slyszalem: husaria, 44 pamietamy, je**c inny klub sportowy itd. Szkola B nie posiadala wlasnego warsztatu i uczniowie byli porozsypywani po ASO: Skoda, Fiat, Opel, Mercedes itd. Ale stwierdzilem, ze z takimi uczniami to ja sie wykoncze wiec wybralem szkole A (te z prestizem itd.)
Przyszedl wrzesien. Szkola szkolą, warsztat warsztatem i klasa klasą. Nic nadzwyczajnego. Jaka szkola jest to kazdy wie. Przyszla pora na praktyki (warsztat). W silnikowni rozkrecalismy i skrecalismy silnik od Poloneza 1.6 (gwinty powyrabiane, poprzekrecane, a szklanki ledwo wpadaly w otwory, nie mowiac juz o laskach ktore moglyby robic za katomierze). Dodam, ze silniki byly niesprawne a mial tam jeszcze pare silnikow od Nissana, Audi i VW ale wszelkie prosby na zmiane silnikow traktowal wiecie jak. Nie wspominajac o tym, ze kazal nam odkrecic np. glowice, wychodzil na pare godzin, wracal i mowil, ze jest zle. Pewnie gdyby ruszyl dupe i nas nauczyl, albo dal ksiazke to bysmy wiedzieli. I tak 2 miesiace. Przyszla pora na dzial podwozia (typowa robota na warsztacie). Mechanik zajebisty, do rany przyloz i w dodatku zlota raczka. Na 6 mechanikow przypadaja 2 szafki firmy Yato (szkoda strzepic ryja na temat tych kluczy). Jak zawsze czegos brakowalo i wybijcie se z glowy, ze szkola miala jakies sciagacze.
Moj kolega ze szkoly B robil w tym czasie w ASO Mercedesa na kluczach firmy Wurth (mechanicy doskonale wiedza co ta firma potrafi), ale mysle sobie, ze klucze mechanika z ciebie nie zrobia. Tyle, ze tam na 1 mechanika przypada szafka z 750 kluczami (mozna naciagnac, ze Mercedesy sa skomplikowane) podczas kiedy moja hala w szkole ma lacznie moze z 1000 (tak, klucz udarowy to zbyt duza nowosc zeby moja szkola go miala).
Zawsze lubilem robic przy samochodach i stwierdzilem, ze jak tak dalej pojdzie to, ze z technikum wyjde z kwitkiem i dziurami w glowie. W marcu poszukalem warsztatow obok swojego mieszkania i znalazlem. Maly warsztacik, 2 kanalowy stary, ale mial w sobie to cos
) 2 mechanikow; szef i mechanik. Obaj zajebisci i swietnie tlumacza. Pogadalem z szefem, dalem swistek ze szkoly, zeby inspekcja sie do nich nie doczepila i przyjal mnie (w ramach nauki pozalekcyjnej). Tyle co nauczylem sie z nimi przez miesiac, nie nauczylem sie w szkole przez 7 miesiecy!Moral jest krotki. Nie oceniaj ksiazki po okladce i nie idz tam gdzie ci radza tylko tam gdzie poczujesz sie jak w domu. Z tego miejsca chcialbym podziekowac mocno w dupe mojemu nauczycielowi od silnikow za poswiecony czas przy silniku przestazalego generacyjnie o 40lat, bo w warsztaciku przy bloku mechanicy lepiej wytlumaczyli mi zasady dzialania podzespolow jak i ich zastosowanie niz pan magister.
Chcialbym, zeby ten post byl widoczny, aby uchronic kandydatow przed moim bledem.
Dziekuje
Ostatnia edycja:

niczego mnie w zawodzie nie nauczyła. Ale za to nauczyła mnie życia
nie byłem ciota w rurkach jak moi rówieśnicy w ogolniakach
.