Nigdy nie ma idealnego wyboru. Jeżeli mamy nadziać się na minę to nieważne, czy wydamy 5, 10 , 20 czy też 40 tys. zł za furę. Jak ktoś chce nas oszukać, to mimo wszystko oszuka, tylko pytanie na ile my damy się podejść. Nikt nie jest w stanie sprawdzić w 100% samochodu przed zakupem, ponieważ nie ma na to technicznej możliwości. Możemy co najwyżej coś tam sobie popodłączać, rzucić okiem od spodu, popatrzeć na lakier i może coś tam wypatrzyć. Już widzę sprzedającego, jak pozwala sprawdzić ciśnienie sprężania w silniku wysokoprężnym, gdy my mocujemy się z wykręcaniem świec żarowych i ukręcamy np. ze dwie. I co? Powiemy mu sorry? To nas zaj.....
A jak stwierdzimy obecność dziwnych specyfików w oleju? Laboratoryjnie? Kompa może podłączysz, ale też boją się, że coś tam pomajstrujesz, albo zdupisz. A da się

W sumie kupując auto w cenie roweru i wyskakując z takim podejściem będziesz robił cyrk na kółkach.
Co innego, gdy kupujesz coś za kilkanaście i więcej tysiaków.
Dopóki nie będzie podstawowej ludzkiej uczciwości i uregulowanych podstaw prawnych to będzie dżungla.
A w sumie chyba nie znajdę samochodu w okolicach 2-3 tys., aby nie było tam żadnych wad. I co? Mamy oddawać po kilku dniach z powrotem te samochody sprzedawcom? Nie mówię oczywiście o wadach prawnych, ponieważ tutaj jest zupełnie inna sytuacja.