Moim zdaniem - japońce to zawsze były dobre auta a nawet bardzo dobre. Ich kiepska opinia wynika głównie z podrobionych części, które ze względu na cenę ori lub czegoś naprawdę z wysokiej sfery każdy do tych aut ładuje. Warsztatowcy i inne grzebaluchy nie powiedzą wprost "nie ładuj Pan panie części za 400, załaduj Pan panie za 1100 bo tamto za 400 to prawdziwa kupa". Gdyby tak powiedział straciłby robotę przy wymianie tej części. Druga sprawa - stereotypy. Utarło się w Polsce, że japońce to szit maksymalny. Dlaczego? Technika robi swoje. Nie każdy ma moc naprawiać te "często dziwne" dla Europejczyków konstrukcje.
Praktycznie, mało ludzi jest którzy na serio z duszą, rozumem i uśmiechem na twarzy robią takie cuda jak Mitsubishi, Toyoty, Hondy czy Mazdy.
Gdy Volvo nie było jeszcze Fordem też go nie robili.
Nasi mechanicy (i to od lat) nastawieni byli tylko na to, czego najwięcej się "klepało" czyli budżetowe autka europejskie (Fiat, Seat, Skoda, Opel). Ze względu na ich ilość każdy miał dobrą praktykę.
Na koniec jeszcze jedno, choćby Toyota. Jest ich sporo na rynku a rynek naprawiaczy dalej przeklina. Czemu? Na tym nie idzie zarabiać. Mało japońców wbrew wszelakim opiniom trafia do warsztatów, zwłaszcza na zachodzie, gdzie panuje inna jakość części. Zadbany i szanowany japoniec (każdy!) przetrwa każdego europejczyka. Oni nadal zdobywają Świat jakością bo innego wyjścia nie mają. W mojej rodzinie jest masa Aurisów, Yarisów czy Avensisów z Corollą na czele. Ludzie nie mają z tym najmnjejszych problemów. Główny powód? Skajp do mnie przed jakąkolwiek wizytą u mechaników. Potem tydzień lub dwa poszukiwań i diagnozowania, następnie zakup części we własnym zakresie i dopiero wizyta w serwisie z tekstem " proszę wymienić to i tamto, jest tu...".
Mazdy są ładne, wygodne, na serio fajnie wykonane.
Powstaje jednak pytanio-problem:
"kto, jak i na czym to serwisował?"
Pamiętaj też, że w chwili sprzedaży każdy wóz jest sprawny i śliczny.
Wczoraj byłem świadkiem przy zakupie oleju do Mercedesa klasy E. Był to W214 w sedanie a wiem, bo facet kupujący olej powiedział sprzedawcy " no do tego meśka białego" i wskazał paluchem za okno. Gdy mu zaproponowano olej za około 290zł zaśmiał się i rzekł "daj Pan spokój, mobila jakiegoś za 130zł widziałem na stronie".
I tak jest ze wszystkim innym prawie u każdego zatem bardzo, bardzo mocno trzeba uważać na używane auta. Samo 100 czy 200 kkm na liczniku to nic. Kompresja, ciśnienie oleju, diagnoza spalin, test sond, komputer - podstawy podstaw przy zakupie.
1.5 roku temu rozbierałem Fiata Doblo na części.
Miał wklejone wtryski na klej do szyb samochodowych a uszczelka pod głowicą miała jakiś klej, że połamałem głowicę nie mogąc jej zdjąć.