Powtórzę drugi raz ,nie papram i staram sie robic z procedurami. Ale coś trzeba czasem zrobić niezgodnie ze sztuką (a czasem trzeba ) to sie to robi. Jak spełnia funkcję i nie zagraża bezpieczeństwu to nie widzę w tym problemu. Czasem trzeba użyć mózgu i coś pokombinować bo inaczej się nie da . Czasem klient tak chce ,czasem szef ,a czasem tak trzeba. Taaa już widzę jak latacie w dynamometrem do każdej śrubki i laptopem z pootwieranymi programami czy forami .

W białych fartuchach ,po kursach czy wiedzą zdobytą w NASA. Ktoś sie tutaj mocno odkleił.
Nikt tu się nie odkleił i nikt nie mówi o pracy w białych fartuchach. Chodzi o proste zasady. Jasne, że czasem trzeba coś puknąć młotkiem, zamiast używać specjalistycznego ściągacza, bo inaczej auto zeszłoby z podnośnika za tydzień. Ale między zdroworozsądkowym podejściem a ignorowaniem technologii jest cienka granica. Można kombinować, ale trzeba wiedzieć, gdzie kończy się spryt, a zaczyna zwykłe ryzyko.
Rozumiem Twój punkt widzenia i masz rację, że praktyka warsztatowa często zmusza do improwizacji, zwłaszcza gdy śruba jest zapieczona, a czas goni. Istnieje jednak ogromna różnica między "użyciem mózgu i kombinowaniem", żeby rozwiązać problem, a świadomym olewaniem procedur tam, gdzie decydują one o bezpieczeństwie. Nikt nie biega z dynamometrem do plastików osłony silnika, ale przy dokręcaniu głowicy, elementów zawieszenia czy układu hamulcowego procedury i momenty siły to świętość. Kombinowanie jest super, dopóki nie myli się go z druciarstwem.
Teoria teorią, a życie życiem. To jasne, że nie wszystko robi się jak w instrukcji NASA. Ale tekst o tym, że "szef albo klient tak chciał", to słaby argument. Jeśli coś pójdzie nie tak i dojdzie do wypadku, to prokurator nie będzie pytał, co chciał szef, tylko kto podpisał się pod naprawą. Procedury nie są po to, żeby utrudniać życie, tylko żeby chronić własny tyłek i życie ludzi, którzy tym autem będą jeździć.
Na tym kończę moje wywody i przynudzanie.
Jeśli ktoś jest wystarczająco inteligentny, zrozumie mój przekaz bez problemu.
Na tych, którzy nadal nic nie pojęli, szkoda po prostu czasu.