Mąż kręci się po mieszkaniu i coś by zjadł, idzie do lodówki patrzy a tam nic nie ma.
No nic chodzi i chodzi po tym mieszkaniu, znowu idzie do tej lodówki w nadzieji, ze może coś- ale dalej pusto.
Łazi już jaki czas i mówi: matko ale bym coś zjadł na kolację...
Na to żona zalotnie mówi do męża
Kochanieeeee a mogę być ja???
Mąż: przecież wiesz, że lekarz zabronił mi tłustego na wieczór.