dlatego ja wolę tańsze auto ale zrobione a nie na kredyt kupione i brak kasy nawet na nowe wycieraczki. Czasami to potrafię klientowi wygarnąć i ten się obraża. Ale ktoś musi mu powiedzieć, że skoro sąsiad kupił b6 to on tego nie musi robić za wszelką cenę i przesiadać się z b5. Mamy takich klientów, że ich autka z 2000roku mechanicznie potrafią być lepsze od tych 5-10 letnich zajeżdżonych śmietników.
Zauważyłem jedną zaskakującą tendencję. Chcemy zakupić jak najlepszy i najbardziej zadbany samochód nie po to by takiego mieć. Kupujemy po to by nie musieć przy nim nic robić. Śmigają tak klienci dwa czy lata, zabijają zawieszenie, hamulce sprzęgło i wygląd auta i sprzedają. znów szukając ideału tylko po to by nic nie robić.
Temat diagnostów jest znany. Małe stacje walczą o klienta bo klient to kasa. Klient nie przyjedzie tam gdzie diagnosta się przy.....la. Pojadą tam gdzie machnie ręką i powie, że to pańskie życie i pańska rodzina. Ja osobiście mam takiego diagnostę, że jak klienta wyślę, to po głowie się puka i mówi, że oszołom, że nawet do świateł się przyczepił. Przyczepił się bo widocznie nierówno świecą. Czyli miał rację. Kolejna sprawa, to fakt iż diagnosta mój potrafi przepuścić nawet spore uchybienie mechaniczne, ale wie, że je naprawię. Długo starałem się by mi zaufał. Do tej pory potrafię mms'a mu wysłać po naprawie, że jest zrobione.
Co do tekstów by zrobić na szybko " bo za pół roku sprzedaję" to już przywykłem. Zwykle potrafię z klientem się założyć o to, że nie sprzeda i w 90% bym wygrał;]
Temat leży po środku. Diagności muszą wiedzieć, że mogą dostać po nosie, a ludzie, że robi się to dla nich a nie przeciwko nim.
Jeśli nie stać kogoś na auto niech kupi sobie bilet na zkm albo dobre buty.