Gustus
Początkujący
Witam.
Czytając i patrząc jak wszyscy wyceniają swoje usług robią to na godziny wyceniają np jedną rhb na 100zl netto. Czasami jest tak że przyjeżdża klient z jakimś samochodem którego jeszcze wcześniej nie było na warsztacie akurat na ta rzecz np rozrząd. Blokady są wiedzą jest narzędzia są. Klient pyta się ile to będzie kosztować nie robiliśmy tego więc nie wiemy ile to będzie trwało zasięgnąć porady automaty i wychodzi zw czas operacji to 5.4rhb wyceniamy mu ta naprawdę na 540zł netto. Wiadomo trzeba podać jakieś widełki no 540-600zl na małe poślizgi.
Przystępujemy do naprawy rozebralismy i podczas naprawy okazuje się że śruby się ukręcają szpilki poprzęciagane i wszystko usyfione i co dalej roboty więcej a czas ucieka nie każdy klient rozumie to że coś może być nie tak . Przytaknie a potem i tak swoje wie. Trzeba poskładać a czas ucieka. Koniec końców wychodzi 3 godziny dłużej nawet jak poinformujemy klienta że takie coś dzieje się podczas naprawy a mowi ze go juz nie stac i nie zaplaci wiecej a przyprowadzil tzw. sprawne auto to po rozebraniu i tak nie da się tego poskładać i oddać jak było. Papudroctwa nie dzierżę a jakoś trzeba wyjść z tego z twarzą i jakimiś pieniędzmi. Po takiej naprawie i tak jesteśmy w plecy z hajsem i czasem przez to powstają opróżniania z innymi pracami i tak koło się zamyka w nieskończoność.
Co z tym zrobić wiem nie brać takich aut ale czasami nawet nie wiemy czy to tego rodzaju auto które niechce się naprawić. Bo wszystko ustalone przez telefon klient przyjeżdża zostawia i chce potem je odebrać nie interesuje go więcej.
Czasami jest tak że nawet nie ze swojej winy czy zaniedbania auta przez klienta ale samej części np wadliwego napinacza rozrządu jak miałem w ostatnim czasie wszystko już było ok a pasek schodził czas poświęcony na sprawdzenie co jest nie tak a obowiązki się piętrzą ale trzeba dokończyć co się zaczęło.
Jak radzicie sobie w takich sytuacjach i co z tym robicie?
Czytając i patrząc jak wszyscy wyceniają swoje usług robią to na godziny wyceniają np jedną rhb na 100zl netto. Czasami jest tak że przyjeżdża klient z jakimś samochodem którego jeszcze wcześniej nie było na warsztacie akurat na ta rzecz np rozrząd. Blokady są wiedzą jest narzędzia są. Klient pyta się ile to będzie kosztować nie robiliśmy tego więc nie wiemy ile to będzie trwało zasięgnąć porady automaty i wychodzi zw czas operacji to 5.4rhb wyceniamy mu ta naprawdę na 540zł netto. Wiadomo trzeba podać jakieś widełki no 540-600zl na małe poślizgi.
Przystępujemy do naprawy rozebralismy i podczas naprawy okazuje się że śruby się ukręcają szpilki poprzęciagane i wszystko usyfione i co dalej roboty więcej a czas ucieka nie każdy klient rozumie to że coś może być nie tak . Przytaknie a potem i tak swoje wie. Trzeba poskładać a czas ucieka. Koniec końców wychodzi 3 godziny dłużej nawet jak poinformujemy klienta że takie coś dzieje się podczas naprawy a mowi ze go juz nie stac i nie zaplaci wiecej a przyprowadzil tzw. sprawne auto to po rozebraniu i tak nie da się tego poskładać i oddać jak było. Papudroctwa nie dzierżę a jakoś trzeba wyjść z tego z twarzą i jakimiś pieniędzmi. Po takiej naprawie i tak jesteśmy w plecy z hajsem i czasem przez to powstają opróżniania z innymi pracami i tak koło się zamyka w nieskończoność.
Co z tym zrobić wiem nie brać takich aut ale czasami nawet nie wiemy czy to tego rodzaju auto które niechce się naprawić. Bo wszystko ustalone przez telefon klient przyjeżdża zostawia i chce potem je odebrać nie interesuje go więcej.
Czasami jest tak że nawet nie ze swojej winy czy zaniedbania auta przez klienta ale samej części np wadliwego napinacza rozrządu jak miałem w ostatnim czasie wszystko już było ok a pasek schodził czas poświęcony na sprawdzenie co jest nie tak a obowiązki się piętrzą ale trzeba dokończyć co się zaczęło.
Jak radzicie sobie w takich sytuacjach i co z tym robicie?
