Jak chcesz się zająć tym profesjonalnie i mieć dużo wdzięcznych klientów to musisz trochę zainwestować. Robiliśmy to kiedyś u nas za około 800 zł osobówka. Preparatów, prądu i narzędzi szło gdzieś za 250 zł na auto wielkości toyota corolla. Dwa dni roboty na luzie trzeba liczyć. Do tego oklejenie posadzek i ścian folią lub papierem, oklejenie łap podnośnika i kolumn, czasami demontaż zbiornika paliwa , osłon termicznych, nadkoli wydechu, zabezpiecznie progów - trochę zabawy jest. Pryśnięcie bollem czy innym specyfikiem to godzina roboty , najważniejsze to wyczyszczenie i przygotowanie.
Ogólnie po naszych konserwacjach doszedłem do wniosku że nie warto. Argumentuję to tak :
1. niewygodna pozycja pracy- czy to w kanale , czy z podnośnika cały czas ręce w górze.
2. w oczach piach i resztki starej konserwacji.
3. wokół ostry chlew.
4. w pomieszczeniu potworny rdzawy pył.
5. podnośnik zamrożony na dwa dni.
6. w kanale brak dostępu do części nadwozia.
7. duże ryzyko że wydech się rozleci przy demontażu ( trzeba mieć objemki i łączniki)
8. mocowania osłon termicznych - pourywane, czasami nawet przewody hamulcowe.
Komplikacyjna historia z tym konserwowanie.
Tak sobie myślę, że fajnie by było mieć taką kołyskę do aut , do dostawczych też , żeby auto stawiać na sztorc. Wtedy to co innego. Przyjeżdża klient , wywalamy auto na bok bierzemy szpikulca i dźgamy w podłogę. Każde przebicie to +100 zł. Nic nie działa na ludzi bardziej przekonywująco jak wizualizacja. Można opowiadać - o panie drogi ile tam było tego , tamtego , problemów , łatek , ubytków , klient i tak pomyśli, że chcemy go naciągnąć. A tak wywalamy autko na bok , szpikulec i z 800 zł , robi się 1500 zł , albo 2500 zł , bo progi z zewnątrz wyglądały obiecująco , ale w kanale do którego klient nawet nie zszedł już nie było tak kolorowo.
A więc tak : na zewnątrz budynku na kołysce: mycie, piaskowanie i zdzieranie, a wewnątrz na kołysce spawanie , malowanie i osuszanie . I tu doszliśmy do kolejnego urządzenia w naszym przedsięwzięciu czyli nagrzewnicy , która wysuszy przed i po malowaniu. Przecież nie będziemy czekać , aż podwozie wyschnie 20 godzin. Nie będziemy również czekać 10 godzin , aż podwozie wyschnie po myciu. Liczy się czas, on jest droższy, a na placu stoją jeszcze trzy auta w tym jeden bus. Nie będziemy przecież zamrażacz stanowiska. Oj nie nie tędy droga, to ma być taśma. Uwierzcie mi czas jest dziś bardzo drogi , sami wiecie jak to jest gdy części nie dojadą na czas.
Ja tą konserwację widzę tak jak napisałem powyżej , jeśli ktoś jest innego zdania , to trudno , znam takich konserwatorów co wychodzą z kanału z brakiem czucia w rękach , bólem kręgosłupa, z bitexem we włosach, iskrami w rękawach i piachem w oczach. Ich twarze są w kolorze podłogi auta nad który właśnie pracują. I w tym momencie wchodzi kolejny klient. Widzi od razu, że konserwator przyjął cały brud z podłogi samochodu na swoje oblicze. I jak tu mu nie zaufać, że zrobi to dobrze. I znowu dochodzimy do punktu wyjścia - wizualizacja - dalsze słowa są zbędne- klient pragnie by rdza z jego podłogi też wchłonęła się w niego jak w gąbkę.
Tylko, że przy leczeniu kanałowym tracimy na czasie , na zdrowiu, na zakresie wykonywanej pracy i na wizualizacji czyli na wiarygodności i potencjalnych innych klientach.
Swoją drogą nie myślałem nad kołyską dla busów. Może ktoś ma jakieś pomysły ? Ciekawe co z paliwem w baku , albo olejem w silniku , czy nie poleci do odmy.