W tym celu proponuję powołać specjalną komisję.
Mam już nawet nazwę:
Autonomiczna Komisja Autorytatywnych Rozbieraczy Samochodów. W skrócie AKARS. Tylko nie czytajcie tego od tyłu bo sie ośmieszymy

.
Komisja zajmie się na początek sprawdzeniem, czy pod wskazanym przez googla adresem rzeczywiście znajduje się warsztat którego właścicielem jest brodaty pan z siwym fryzem stylizowanym na lata 70-80.
Jeśli tak, to składki członkowskie, zakup "popularnego" samochodu z najbiższego złomowiska, oraz sprzętu kamerującego, spreparowanie jakiejś "typowej" usterki i jazda na holu do tegoż zakładu.
Ponieważ klientem musi być "nieznająca się na mechanice blondynka" to do tego zadania proponuję wydelegować naszego moderatora. Oczywiście ze składek będziemy musieli opłacić fryzjera jeśli będzie taka konieczność (nie znam Marleny osobiście i nie wiem w jakim kolorze się teraz nosi

).
Dodatkowy plus jest taki że będziemy mieli chwilę swobody na forum i pisanie niektórych treści nie będzie zagrożone wszędobylskim
<ciachem>.
Kto jest za?