Znajomy jakieś trzy lata temu kupił takiego sprzęta za..... 11 - 12 może 13 tys....... Nie pamiętam dokładnie, ale jakieś takie te pieniądze były, z tym że przebieg był w okolicach 130 - 140 tys. Nawet rocznik się zagadza...
Po 1,5 roku przy 170 paru zatarło turbinę, po pewnych przebojach okazało się że obróciło panewkę na wale... Podobno norma dla tych silników przy tym przebiegu.
Wymienił silnik i zaczął nawet się zastanawiać nad sprzedażą, ale okazało się że albo przepłacił albo w półtora roku auto straciło na wartości, bo nikt mu nie dawał więcej niż 7 tys.
Powiem wprost:
Ten samochód z takim przebiegiem i w tej cenie to auto nie do sprzedania. Chyba że w rodzinie, bo ktoś kupi z racji tego że ma pewne auto.
O odchudzaniu licznika to trzeba było myśleć w 2014 roku jak wchodziła ustawa.
Jeśli wujaszek sprzedał Ci samochód 1,5 roku temu, i zapłaciłaś za niego więcej niż w tym momencie chcesz to najnormalniej na świecie wsadził Cię na minę. Być może nieświadomie ale jednak.... W końcu żeby zrobić te 400 tys. nawet w takim okresie czasu, to powiedzmy sobie szczerze, ten samochód nie służył na wyjazdy do kościoła. Był eksploatowany i to prawdopodobnie w firmie.
Więc albo przepłaciłaś w momencie zakupu, albo teraz chcesz sprzedać i jeszcze na nim zarobić...
W tym momencie z punktu widzenia kupującego to auto warte jest może..... hmmm... 2-3 tys.
Ludzie boją się przebiegów powyżej 200....
To powoli już się zmienia, ale 400 z hakiem.....
Ci którzy robią duże przebiegi inwestują i co roku, przed przeglądem, doprowadzają licznik do ładu....
Nie wnikam czy to jest etyczne czy nie, ale tak jest.....
Z jednej strony kupiec który jak widzi 250 tys. to uważa że auto to złom, a z drugiej sprzedawca który chce "dogodzić" klientowi....
2,5 roku temu sprzedałem Vectrę C z 2008 roku z oryginalnym przebiegiem 310 tys. kilometrów. (Stwierdziłem że nie będę się łasił na 2 czy 3 tys. cofając zegar do oczekiwanego przez klienta). Kupiec cofnął zegar na 170 i pchnął zarabiając na niej coś pomiędzy 2 a 3 tys. Nie był handlarzem, ale jakąś wiedzę o silnikach miał. Przyjechał, obejrzał, wyłożył kasę i stwierdził że oglądał już kilka wozów z przebiegami w okolicach 200 ale żaden nie był w takim stanie jak moja Viki mająca niby 100 tys więcej.....
Albo sprzedasz go po "cenie złomu", albo musisz nim jeździć póki nie padnie, bo w tej cenie i z tym przebiegiem to jedynie złom albo ktoś z rodziny go kupi.....