Stefan Myszkowski
Gaduła
Szanowni forumowicze,
odniosę się do uwag, do mojego wpisu.
Z serdecznymi pozdrowieniami
Stefan Myszkowski
odniosę się do uwag, do mojego wpisu.
- Uważam, że w pierwszej kolejności należy dokonywać kontroli serwisów, które w jawny sposób reklamują niedozwolone modyfikacje (prasa motoryzacyjna, bilbordy, reklamówki). W Niemczech też się robi takie „modyfikacje”, tylko nie ma tak jawnej reklamy. Firmy dostarczające moduły podnoszące moc silników ZS (np.Magneti Marelli), oferuję je na polskim rynku, z zastrzeżeniem, że nie wolno ich używać na drogach publicznych, a jedynie na zamkniętych torach, nie oferuje ich np. na rynku Niemieckim.
- Zamiast karać serwisy, można odbierać dowody rejestracyjne właścicielom samochodów, do czasu usunięcia nieprawidłowości, a właściciele samochodów będą mogli na drodze procesu cywilnego żądać odszkodowań od serwisów. Użytkownik samochodu nie ma obowiązku znać prawa związanego z samochodami, czy znać się na technice samochodowej, ale właściciel serwisu tak. Znam np. wyrok sądu, w sprawie, w której pracownik serwisu pospawał drążek kierowniczy na życzenie właściciela pojazdu. Ukarany został pracownik serwisu, gdyż w interpretacji sądu zlecający nie musiał znać możliwych konsekwencji spawania tego drążka, a pracownik serwisu tak.
- Nie zgadzam się z opinią o generalnie celowym wprowadzaniu rozwiązań, wymuszających drogie naprawy pogwarancyjne. Spełnianie ostrzejszych norm dotyczących emisji składników spalin czy zmniejszenie emisji CO2 (trochę dyskusyjne), wymusza zawężenie tolerancji produkcyjnych i komplikacji układów, co zwiększa ryzyko uszkodzeń. Przykład - wymóg zmniejszenia emisji CO2, wymusił wprowadzenie np. układów bezpośredniego wtrysku benzyny (nie tylko takich zmian). Końcówka wtryskiwacza umieszczona w komorze spalania, znacznie szybciej się zanieczyszcza niż końcówka wtryskiwacza umieszczona w kolektorze dolotowym (rozkład termiczny paliwa, tworzenie się tzw. żywic potencjalnych). Nieprawidłowe rozpylanie paliwa przez wtryskiwacz umieszczony w komorze spalania, będzie miało znacznie większe negatywne następstwa, niż następstwa złego rozpylania paliwa przez wtryskiwacz układu pośredniego wtrysku paliwa. Myślę tu o tworzeniu nagarów, czy wręcz o przetopieniu denka tłoka.
- Oczywiście forumowicz greghorn ma rację, że wpływ jednego „Saszy” z Ukrainy, palącego plastikowe butelki, ma praktycznie zerowy wpływ na to, że ktoś w Polsce zachoruje na nowotwór. Sytuacja się jednak zmienia, gdy w jakiejś miejscowości, w wielu domach, pali się takimi butelkami w piecach. Mieszkałem przez 7 lat w domu 3 kilometry od Wrocławia, w pobliżu małej miejscowości (dom sprzedałem i mieszkam ponownie we Wrocławiu - tak dla informacji). Gdy się wjechało do tej miejscowości, to było widać z kominów dymy czarne i niebieskie, a nos „dopowiadał” resztę. Ktoś powie - to z biedy. Nie zawsze. Plastikiem i innym śmieciem palili również niektórzy sąsiedzi na osiedlu, ludzie nie biedni. Trzeba małymi krokami, ale konsekwentnie poprawiać sytuację, bez wątpliwych pomysłów - np. zakaz rejestracji pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi, po określonym roku (np. Norwegia).Część ludzi da się przekonać do bardziej ekologicznego życia, a innych trzeba będzie do niego lekko przymusić. Tak było w każdym kraju.
- Jeśli ktoś ma samochód z silnikiem ZS bez filtra cząstek stałych, to niech tak pozostanie. Wystarczy, by był sprawny techniczne, oczywiście włącznie z silnikiem i jego układami, nie zużywał nadmiernie dużych ilości oleju i spełniał normy w zakresie zadymienia spalin, odpowiednie dla daty pierwszej rejestracji pojazdu. Jeśli jednak ktoś ma samochód z filtrem cząstek stałych, czy również układem redukcji NOx, który wymaga do pracy układu dodatku Adblue, to w mojej opinii układy te muszą być sprawne. Oczywiście można zachęcać do zmiany samochodów na nowsze (np. systemem podatkowym), ale to dyskusyjna metoda o wątpliwej skuteczności. Uważam też, że często posiadanie samochodu, nawet starego, to konieczność życiowa, ze względu na mało rozwiniętą sieć transportu po za większymi miastami, czy na terenach wiejskich (raczej częściowo zdemolowana po okresie socjalizmu).
- Jeśli chodzi o przepisy homologacyjne, to jeśli chodzi układy silnika odpowiedzialne za emisję składników toksycznych, nie ma możliwości nakładania kar, za przeróbki tych układów. Obecne przepisy homologacyjne to część prawa o ruchu drogowym, a nadzór nad przestrzeganiem przepisów homologacyjnych jest w gestii Transportowego dozoru Technicznego. Dyskutowałem z osobami odpowiedzialnymi w TDT na temat możliwości karania serwisów za przeprowadzanie modyfikacji, powodujących naruszanie przepisów homologacyjnych w zakresie emisji składników szkodliwych. W świetle obecnych przepisów TDT takich możliwości nie widzi, chodź problem dostrzega, ale od tej rozmowy (ok. 2 lata) nic się chyba nie zmieniło. Taki zapis był w projekcie zmian w przepisach homologacyjnych, przed przejęciem odpowiedzialności za nie przez TDT, ale został wykreślony z projektu. Rozmawiałem również z prawnikiem specjalizującym się w przepisach prawnych z zakresu motoryzacji. Potwierdził, że w świetle obecnych przepisów homologacyjnych nie ma możliwości bezpośredniego karania serwisów za przeprowadzanie modyfikacji, powodujących naruszenie przepisów homologacyjnych w zakresie emisji składników szkodliwych. W mojej ocenie, obecne przepisy homologacyjne stawiają wiele wymagań głównie producentom samochodów lub części zamiennych, ale znacznie gorzej jest z nadzorem, jak te przepisy są egzekwowane, gdy samochód opuści salon samochodowy.
- Ostatni temat. Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, że poważnie grozi nam tzw. podatek ekologiczny. Jego wysokość ma być zależna od normy emisji spalin, przypisana do danego samochodu (Euro 3, 4). Jego autorem jest senator Grzegorz Peczkis z PIS-u. Kontaktowałem się z biurem senatora, by umówić się na rozmowę. Powiem Jemu, że pomysł na ten nowy podatek, nazywanym „ekologicznym” jest naiwny i kompromituje działania ekologiczne. Rzekomo ja, mając samochód spełniający normę emisji Euro 3 (nie stać mnie na nowy) mam płacić co roku ok. 500 zł, mimo, że jest on w znakomitym stanie technicznym i ma bardzo sprawny konwerter katalityczny. Proszę zwrócić uwagę, że będzie można mieć samochód spełniający normę emisji Euro 5, „zajeżdżony”, czy bez filtra cząstek stałych, ale ten samochód będzie uznawany za ekologiczny i będzie za niego należna mała opłata roczna lub wcale. To będzie zwykły podatek fiskalny i mieszanie do tego ekologii jest nieporozumieniem. Jeśli będę miał czas, to postaram się przekonać senatora i ministerstwo finansów o tym, że pomysł na ten podatek jest zły, bo kompromituje ekologię i zniechęci do niej.
Z serdecznymi pozdrowieniami
Stefan Myszkowski
