W marcu jak to się zaczęło to akurat dostałem zapalenia tęczówki oka, zamiast pojechać od razu na pogotowie ratunkowe do szpitala to czekałem tydzień czasu bo myślałem że mi to minie samo, nie chciałem jechać bo bałem się korony, wiadomo w szpitalach zawsze były tłumy chorych ludzi, przyjechałem na SOR na ul Juraszów (t.zw. lutycka) w Poznaniu a tam pusto, wszystkich wywiało, żywej duszy, wpuścili mnie po uprzednim zmierzeniu temperatury, oczywiście pierwszy pielęgniarz który miał mnie przyjąć żeby zrobić wywiad nie miał czasu bi grał w grę, jakąś napierdalanke strzelanke prawdopodobnie w sieci, dlatego mu nie przeszkadzałem bo wiadomo że tego się nie da spauzować, w końcu po około 20 minutach zrobił wywiad, przyjął mnie, poszedłem dalej do okulisty bez kolejek bo nikogo nie było, git majonez jak dla mnie, pani doktor zrobiła mi zastrzyk w oko, na następny dzień okazało się że bardzo bolesny jak puściło znieczulenie ale na szczęście wzrok uratowany

bo już na skutek siedzenia w chacie ze stanem zapalnym widziałem jak przez mgłę na jedno oko, na dowód załączam zdjęcie
To oko jest nabrzmiałe jak balon, jak to zeszło to wyglądało tak:
Aaa i jeszcze napiszę jedno ważne na temat mojej osobowości, jestem domatorem i introwertykiem także mam wywalone na to co się dzieje wokół, nawet nie oglądam telewizji także nie mnie obchodzi kto gdzie z kim i kiedy, ważne aby forsa się zgadzała na koncie