Witam. Pacjent to Nissan Primera p11 z 2001 roku, 1.8 benzyna.
Zacznijmy historie od początku. Z racji zjechanych tarcz hamulcowych, i tego ze grzało mi sie przednie kolo, postanowilem zrobic u mechanika caly uklad hamulcowy (wszystkie tarcze, klocki i regeneracje zacisków). W przednim kole od strony pasażera problem naturalnie ustąpił bo przyczyna została usunięta.
Problem wystąpił kilka tygodni pozniej. Na trasie jakiś miły kierowca, dal mi znak klaksonem i światłami, że cos jest nie tak. Gdy zjechalem na bok, zauważyłem że dymi mi sie tylne koło od strony kierowcy. Tarcza rozgrzana do czerwonosci, a mimo to, nie czułem zadnego oporu w czasie jazdy, a auto staczało sie nawet z malutkich wzniesien. Auto oddałem na reklamacje. Mechanik rozebral jeszcze raz zacisk, powiedzial, ze przyciął się tloczek i że sytuacja juz sie nie powtórzy.
Niestety po codziennej obserwacji, zauważyłem że koło dalej się grzeje, a gdy jade powoli na półsprzęgle, co obrot koła następuje krótki pisk, gdy przyśpieszalem dzwiek zanikał. Oddalem na reklamacje kolejny raz gdyż po podniesieniu auta na lewarku, kolo kręciło sie z leciutkim oporem. Spokojnie można bylo nim zakrecic jednym palcem, po prostu szybciej hamowalo niz pozostałe koła.
Mechanik znów wzial auto na warsztat, znow wszystko posmarowal, wydmuchal, wyczyścił itp, zrobil kilka kilometrów, sprawdził na podniesionym kole i wszystko było okej.
Nadszedl więc czas przeglądu technicznego na okregowej stacji.
Prosto z trasy zajechałem na stację kontroli, i zauważyłem że kolo znow jest gorące. Po odczekaniu 15 minut w kolejce, pan kontroler wjechal na kanał. Poprosiłem by zwrócił uwagę na lewe tylne koło. Odziwo przy sprawdzaniu hamulców i zawieszenia, nic nie zauwazyl. Zadnych luzow, zadnych roznic w sile hamowania, zadnych roznic między kołami, no po prostu hamulec sprawny i nie zblokowany.
Mimo to, koło na dluzszej trasie po przejechaniu kilku kilometrow wciąż piszczy co obrot i sie grzeje. Ma ktoś jakiś pomysł co moze byc przyczyną?
Zacznijmy historie od początku. Z racji zjechanych tarcz hamulcowych, i tego ze grzało mi sie przednie kolo, postanowilem zrobic u mechanika caly uklad hamulcowy (wszystkie tarcze, klocki i regeneracje zacisków). W przednim kole od strony pasażera problem naturalnie ustąpił bo przyczyna została usunięta.
Problem wystąpił kilka tygodni pozniej. Na trasie jakiś miły kierowca, dal mi znak klaksonem i światłami, że cos jest nie tak. Gdy zjechalem na bok, zauważyłem że dymi mi sie tylne koło od strony kierowcy. Tarcza rozgrzana do czerwonosci, a mimo to, nie czułem zadnego oporu w czasie jazdy, a auto staczało sie nawet z malutkich wzniesien. Auto oddałem na reklamacje. Mechanik rozebral jeszcze raz zacisk, powiedzial, ze przyciął się tloczek i że sytuacja juz sie nie powtórzy.
Niestety po codziennej obserwacji, zauważyłem że koło dalej się grzeje, a gdy jade powoli na półsprzęgle, co obrot koła następuje krótki pisk, gdy przyśpieszalem dzwiek zanikał. Oddalem na reklamacje kolejny raz gdyż po podniesieniu auta na lewarku, kolo kręciło sie z leciutkim oporem. Spokojnie można bylo nim zakrecic jednym palcem, po prostu szybciej hamowalo niz pozostałe koła.
Mechanik znów wzial auto na warsztat, znow wszystko posmarowal, wydmuchal, wyczyścił itp, zrobil kilka kilometrów, sprawdził na podniesionym kole i wszystko było okej.
Nadszedl więc czas przeglądu technicznego na okregowej stacji.
Prosto z trasy zajechałem na stację kontroli, i zauważyłem że kolo znow jest gorące. Po odczekaniu 15 minut w kolejce, pan kontroler wjechal na kanał. Poprosiłem by zwrócił uwagę na lewe tylne koło. Odziwo przy sprawdzaniu hamulców i zawieszenia, nic nie zauwazyl. Zadnych luzow, zadnych roznic w sile hamowania, zadnych roznic między kołami, no po prostu hamulec sprawny i nie zblokowany.
Mimo to, koło na dluzszej trasie po przejechaniu kilku kilometrow wciąż piszczy co obrot i sie grzeje. Ma ktoś jakiś pomysł co moze byc przyczyną?


