pewnie zostały klocki w garaży po poprzednim aucie. a, że były za małe to dospawał do starych, wyciągniętych z auta płytek nośnych.
ogólnie przerażające...
Nikt chyba nie jest tak pierd. i chciwy zarazem.
Jeżeli samochód musiałby wyjechać, to sam bym zrobił taki patent.
Samochód musi wyjechać i nie ma zmiłuj.
Jak spawy nie puszczą, to ja bym się tak nie czepiał. Bardzo dobra i innowacyjna przede wszystkim robota.
Kiedyś miałem taki przypadek, że prowadnica stanęła dęba, starło cały klocek, całą blachę, i częściowo zacisk. Centralnie hamował sam zacisk bez klocka. Został spiłowany na centymetr dwa. I tam właśnie podchodził taki patent jak na zdjęciu żeby rekompensować stratę 2 centymetrów.
I nic nie było słychać. Było takie piłowanie. Uwierzyłby ktoś?
Dopiero jak jeden cylinder wypadł, to kierowca się zorientował.
Fakt, nie była to osobówka.