w niemczech czesto radziowóz podjezdzał i patrzyli czy masz maty podłożone i nie robisz gnoju. Ale jak widzieli że jest czystosc zachowana to nawet nie przychodzili.
dopóki nie usłyszą polskiego języka
kiedyś to bardzo gnębili polaków. potrafili się przyczepić za tłusty wlew paliwa albo mikropęknięcie na tarczy hamulcowej. kiedyś nam zgarnęli kierowcę i eskortowali go na warsztat. tam wymienili mu dosłownie wszystko związane z hamulcami. wszystko w ciągniku i w naczepie: bębny, tarcze, klocki, sprężyny, rozpieraki, grzechotki, każdy wałek i wałeczek. co ciekawe naczepa przeszła kapitalkę z miesiąc wcześniej i osobiście robiłem w niej hamulce i łożyska piast- wszystko nowiutkie.
za błyszczący wlew zbiornika paliwa była akcja na parkingu. rozsypywanie jakiś pochłaniaczy, później pryskanie neutralizatorem i zbieranie iluś tam centymetrów ziemi z parkingu. finalni przyszedł rachunek na firmę.
zdarzyło mi się też, że zatrzymywali mi busa i wcale się nie kryli, że powodem kontroli są polskie rejestracje.
kiedyś chcieli nam kontrolować kabinę w ciężarówce, ale mieli pecha bo kolega bardzo dobrze mówił po niemiecku i wiedział, że nie maja prawa trzepać osobistych rzeczy. no to stwierdzili, że prześwietlą naczepę bramką- rentgenem. znowu próbowali i prześwietlili kabinę. dostali zjebke od kolegi. na tym skończyła się kontrola bo trafili na kogoś mniej potulnego
a teraz potrafią jechać koło ciebie na autostradzie w cywilu i zaglądać do samochodu czy nie korzystasz z dotykowych ekranów. jeżeli tylko dotkniesz radia to się ujawniają i wystawiają mandaty.