Jak sami wiecie praca mechanika bywa stresujaca. Jak radzicie sobie z przypadkami gdzie dostajecie auto na serwis i oslone na siedzenie zakladacie tylko po to, zeby sami sie nie ubrudzic. W aucie panuje brud. Do wymiany filtra kabinowego otwieracie schowek i dostajecie apopleksi krazeniowo oddechowej bo wylatuje na was tysiace zuzytych chusteczek, kilka kieczupow z fast fooda i fala paragonow za paliwo. Po otwarciu bagaznika bierzecie trzy glebsze wdechy bo smrud po psie jest nie do wytrzymania i z gracja Jasia Fasoli wyciagacie kilkanascie toreb z zakupami, jakze bardzo przydatnych w angielskich warunkach osiem parasoli oraz zuzytego pampersa tylko po to zeby dostac sie do nasadki zabezpieczajacej kolo, ktora jak pozniej sie okazuje zostala u klienta w kuchni lub lazience. Jak zachowac sie w takich sytuacjach wobec klienta? Czy zwrocic mu uwage wez czlowieku posprzataj ten samochud nim przyjedziesz tu? Czy do rachunku dopisac ekstra koszty za prace w warunkach szkodliwych dla zdrowia? Chetnie poznam wasze podejscie zarowno gdy jestes szefem warsztatu jak i pracownikiem.


