u Brytoli zawsze musi być wszystko inne i temat tak skomplikowany że tylko aso,
Witamy na zachodzie

a raczej powinna byc smutna buźka.
nie chce mi sie wierzyć że nie ma warsztatów które z tak prostym tematem sobie nie dają rady.
ech...
Już o tym pisałem kiedyś:
https://forum-mechanika.pl/threads/zanikające-sprzęgło.60275/page-3#post-569014
kopiuj wklej:
-nie dolewają oleju przy wymianie, bo tabelko mówi 3,4 l i tyle naleją. nieważne, ze jest poniżej minimum
-po wyważeniu kół jeszcze bardziej trzepie kierownicą
-zrobienie zbieżności tylko na przednich kołach (po co zakładać cokolwiek na tył)
-wymiana opon bez wyczyszczenia stopki felgi- powietrze ucieka w jeden dzień
-ceny od 500 funtów za jedna tulejkę w tylnym zawieszeniu. drugi warsztat ogarnął to za chyba 120- obie
-ustawianie zbieżności z wywalonymi końcówkami- jakieś 0.5cm luzu- osobiście je później zmieniałem bo nie mogli sobie poradzić dlaczego auto raz w lewo, raz w prawo ściąga
-wymiana wahacza polega na pomalowaniu czarnym sprejem starego, bez demontażu
-dawno temu, badanie techniczne w xantii (hydropneumatyk!) chcieli mi wymienić sprężyny i amortyzatory na nowe, wszystkie cztery

nawet mieli już zamówione części...
-innebadanie techniczne, tym razem skoda, co ważne wersja specjalna laurin klement. miała większe koła. nie przeszło. nieważne, że tak wyszła z fabryki i jakieś 15 czy 20 razy przechodziła przegląd bez problemu. po prostu pan diagnosta spojrzał na najpopularniejszy serwis sprzedaży opon i tych rozmiarów nie było do wyboru dla tego modelu.
-koledze w saabie czujnik ciśnienia doładowania czyścili przez kilka godzin. mnie zajęło to 10-15min. pytał się kilkakrotnie czy to na pewno to samo.
-wymiana płynu hamulcowego polega na odessaniu starego ze zbiorniczka i nalaniu nowego
-wymiana przedniej szyby, klejonej. a że cieknie po naprawie? to normalne i tak musiało być wcześniej
- opel, zawór sterowania turbo. nie było na stanie to założymy używany z volkswagena i przylutujemy kabelki na stałe. a że dalej auto nie idzie? ważne, że skasowane za robotę i części. naprawiłem wypalając zapchany dpf komputerem
Na każdym warsztacie jest specjalny zestaw narzędzi tylko do badania technicznego
Właśnie dzisiaj mój samochód zaliczył MOT. W PORADACH wpis o luzie na końcówce drążka i sworzniu wahacza. W Polsce by to przeszło?
Szarpaki? A na co to komu! Wibratory do amortyzatorów? Błagam. Cud, że chociaż parę lat temu warsztat dorobił się rolek do hamulców.
A tu kwiatek z innej beczki: bojler gazowy (Junkers) naprawiali mi 7 razy. Słownie: SIEDEM. I co? I dalej nie działał. Skończyło się wymianą. I myślisz, że ogarnęła to jedna lub dwie osoby? Gdzie tam! Najpierw wpada „spec od hydrauliki”, spuszcza wodę z grzejników i ciacha miedziane rurki. Potem wkracza wielki pan gazownik, którego interesuje wyłącznie gaz. Trzeci wreszcie łaskawie wymienia piec. A potem cała szopka w odwrotnej kolejności: znowu hydraulik i gaziarz. Fart, że którykolwiek z nich miał w ogóle uprawnienia elektryczne- jednego mniej. A żeby było śmieszniej, po kilkunastu dniach zjawia się kolejny „engineer” na... serwis pieca. Czym się wykazał? Ściągnął osłonę, odkurzył nowiutki piec i sprawdził spaliny. Fachowcy roku!
W pracy wymiana kostkarki do lodu. Menedżerka hotelu dopytywała z przejęciem, czy na pewno dam radę sam to ogarnąć. Przyjechało aż dwóch panów i nie mogli pojąć- jak to tak? Bo kupiliśmy sprzęt bez ich usługi montażu za 200 funtów? A przecież cała ta kosmiczna technologia wymaga dokładnie tego samego co pralka: podpięcia wody, odpływu i prądu.
Kiedyś pisałem, jak wprawiłem w osłupienie połowę hotelu, bo pomalowałem meble wałkiem. Wyszło idealnie gładko, bez smug po pędzlu. Szok był taki, że aż designerka przyjechała oglądać to cudo z bliska
