Jest taki warsztat u mnie w mieście, gdzie właściciel się nie pierd...i .
Jak ktoś przyjeżdża z czujnikiem położenia wału, który gubi sygnał i silnik kuleje, albo czasem gaśnie to wyjeżdża z nową przepływką, zrobionym sterownikiem pompy, nowym czujnikiem położenia wału i wałka rozrządu, wyciętym katem i czymś tam jeszcze w gratisie. Rachunek nierzadko przekracza 4 tys zł , fura warta 6 tys zł i wszyscy są szczęśliwi. Na wszystko ma sensowne wytłumaczenie.
Co druga diagnoza to są wtryski i musowa regeneracja polegająca na wyjęciu dobrych z samochodu obok innego klienta i włożeniu do auta klienta nr 1 . Klientowi nr 2 mówi się, że silnik do remontu - kupimy drugi kompletny i będzie pan zadowolony.
Uszkodzona pompa wysokiego ciśnienia - rwiemy głowicę , regenerujemy pompę, przy okazji turbina, bo w dieslu w każdym dolocie stoi olej i coś tam jeszcze się wymyśli.
Puka napinacz i koło pasowe - drugi silnik , a ten niby zepsuty komuś się wstawi za 2 tygodnie.
No i najciekawsze gość ma pełen komplet samochodów na warsztacie - około 25 sztuk na placu stojących w kolejce. Diagnostyka u niego jest ogólnie na chybił trafił, a dawki za naprawy są takie , że chyba nawet przebija autoryzowane serwisy. Mechanicy pracujący tam: potrafią włożyć odwrotnie klocki hamulcowe, wahacze lewy na prawy, podłączyć plus do masy na akumulatorze itd. Jego zarobki miesięczne to coś około 12-15 tys zł.
Co do tłumaczenia klientowi i robienia pokazów - na pierwszy raz - owszem - coś zrozumie , że się przejmujemy jego autem i portfelem, ale później to wykluczone- bezzasadna strata czasu. Monitoring obowiązkowo , bo jak to się mówi różne gówno po ludziach chodzi. Przyjęcie fury na warsztat - obchodzimy auto z klientem i szukamy zarysowań, otarć i wgnieceń.
W tym zawodzie trzeba być trochę tajemniczym - znam takich co wręcz uprawiają okultyzm - biorą sterownik silnika do piwnicy i odprawiają nad nim egzorcyzmy. Klienta podnieca tajemniczość i dużo niedopowiedzeń, ale ogólnie ludzie lubią być oszukiwani, sami wręcz się o to proszą i chyba tak trzeba działać w tej branży. Fury po 350 tys przebiegu i brak zainteresowania kupnem, licznik odwinięty na 230 tys km - dziesięć telefonów dziennie i 300% więcej wejść na aukcje.
Ja jestem człowiekiem krystalicznej uczciwości

, tak mnie rodzice wychowali , że uczciwością, pokorą i wiedzą do czegoś się dojdzie. Ale im dłużej prowadzę warsztat tym mniej w to wierzę. Mam mechaników samodecyzyjnych tzn- jeśli coś robią to daje im wolną rękę, oni rozmawiają z klientami czasami tłumaczą , a czasami mówią bez wyjaśnień - to i to i to- złom trzeba wymienić.Nie tłumaczą, takich pierdów że : EGR uszkodzi DPF , a ten znowu zajedzie wtryski , bo zarośnie komora spalania, kolektor zaklei się od środka i w efekcie od nagaru popękają pierścienie , bo się wyciągnie łańcuch od brudnego oleju i wtedy panewka w turbine da ciała, posypią się wióry w rozrzedzony olej, które zniszczą wałek rozrządu , więc się wszystko rozbiega i będzie armagedon, a gdzieś po drodze będą opiłki w pompie i wszystko do czyszczenia i mycia, wtryski do regeneracji itd.
Już nawet w diagnostyce słuchowej doszliśmy do pewnej perfekcji i jak przyjeżdża klient i pyta się co uszkodzone - więc odpowiadamy - panie - pompa , wtryski i chu. wie co jeszcze
Ja tam ciągle lituję się nad ludźmi , staram się taniej , tłumaczyć rzeczowo , co , po co , dlaczego, wiem jaka jest średnia pensja w tym kraju, jak każdy chce oszczędzić , ale widzę, że to kompletnie nie zdaje egzaminu. A moje majchry rzucają w ludzi tysiącami i mi mówią, że musi boleć, bo jak nie boli to klient nie zrozumie.
Ale na pierwszy kontakt z klientem - jakaś pokazówka fajna sprawa- ludzie to wzrokowcy. Zdobyć zaufanie i na tym bazować.