g0l14t
Nowy
Cześć. Ostatnio przydarzyło mi się kilka dziwnych sytuacji, a mianowicie.
Jadę sobie na benzynie (prawie 1/2 baku) i nagle zaczeło szarpać ale to nie było takie szarpanie tylko takie skoki jak by gasła i była odpalana na pych, obroty ~2500, wcisnąłem sprzęgło, zgasła. Zatrzymałem się przełączyłem na benzynę, odpaliła bez problemu, jadę (żadnego muła, żadnych kontrolek check engine), za kilkaset metrów to samo, akurat dojeżdżałem do świateł znowu wcisnąłem sprzęgło znowu zgasła, znowu odpaliła bez problemu. Pózniej objaw ustał, przełączyłem na gaz i było okej. Wróciłem do domu, zgasiłem na benzynie.
Dałem 5 minut almerce po czym próbuję odpalić, kręci kręci ale nie chce. Wysiadam, idę do bagażnika po szmatkę, otwieram maskę, wchodzę znowu do auta próbuję i odpala od strzała. Gaszę znowu i odpala ładnie ale po naciśnięciu pedału gazu ledwo ledwo do 2 tyś obr i dalej nie chce.
Gaszę, zamykam, czekam. Wymieniam czujnik temp. płynu chłodzącego (ten czujnik który pokazuje na zegarach temp. silnika).
Pozniej odpalam, bez problemow, reakcja na gaz jest, wchodzi na obroty.
Następny dzień rano wstaję, odpalam ładnie, wyjeżdżam, pózniej włącza się gaz elegancko, 0 muła nic nie gaśnie i do pracy dojechałem, 0 problemów.
Po pracy wchodze do auta, odpala elegancko jadę do domu, przejechałem z 7km i około 1km od domu nagle znowu dostała takiego strzała jak bym ją wyłączył i odpalił na pych, znowu sprzęgło i gaśnie. Odpalam bez problemów jadę za 50 metrów znowu, zgasła i nie chce odpalić. Kręciłem pare razy, juz wkurzony bo na awaryjnych na skrzyżowaniu, blokuję ruch miałem telefon w dłoni i chciałem naciskac słuchawkę do kumpla żeby przyjechał ale spróbowałem jeszcze raz zakręcić i odpaliła znowu elegancko, bez muła.
Dojechałem 1 km do domu, gaszę na benzynie i znowu odpalam, bez problemów ale nie ma reakcji na gaz, muł istny.
Nie pali się check engine, mam wrażenie ostatnio że jest jak by głośniejsza, olej jak najbardziej w normie, paliwo tankowane (i gaz też) na Shellu.
Jakiś pomysł? Czytałem o podobnych objawach ale u mnie wszystko pomieszane, raz działa, raz nie działa.
Zanim wydam jakiekolwiek pieniądze powiedzcie mi czy to może być coś z łapaniem lewego powietrza? zatkany katalizator? kable/cewki/świece? rozrząd raczej nie bo obroty trzymają się ładnie 700/800.
A jeśli o obrotach mowa, kiedy almerka ma tego muła i nie chce wkręcać się na obroty to na biegu jałowym trzyma ~400-500.
Dodam że cieknie mi płyn wspomagania w okolicach jak węże dochodzą do maglownicy/przekładni (nie na pompie bo pompa jest z lewej strony silnika, a wężyki od zbiorniczka idą w okolice lewego koła przed kierownicę) ale to już inna historia i nie ma z tym związku raczej.
Podsumowanie:
- raz zgaśnie i nie można odpalić, po odpaleniu wszystko w porządku
- raz zgaśnie, odpalę i wszystko w porządku
- raz zgaśnie, odpalę i za niskie obroty + nie wkręca się na obroty
- raz zgaśnie, nie można odpalić, po odpaleniu za niskie obroty + nie wkręca się na obroty
Jadę sobie na benzynie (prawie 1/2 baku) i nagle zaczeło szarpać ale to nie było takie szarpanie tylko takie skoki jak by gasła i była odpalana na pych, obroty ~2500, wcisnąłem sprzęgło, zgasła. Zatrzymałem się przełączyłem na benzynę, odpaliła bez problemu, jadę (żadnego muła, żadnych kontrolek check engine), za kilkaset metrów to samo, akurat dojeżdżałem do świateł znowu wcisnąłem sprzęgło znowu zgasła, znowu odpaliła bez problemu. Pózniej objaw ustał, przełączyłem na gaz i było okej. Wróciłem do domu, zgasiłem na benzynie.
Dałem 5 minut almerce po czym próbuję odpalić, kręci kręci ale nie chce. Wysiadam, idę do bagażnika po szmatkę, otwieram maskę, wchodzę znowu do auta próbuję i odpala od strzała. Gaszę znowu i odpala ładnie ale po naciśnięciu pedału gazu ledwo ledwo do 2 tyś obr i dalej nie chce.
Gaszę, zamykam, czekam. Wymieniam czujnik temp. płynu chłodzącego (ten czujnik który pokazuje na zegarach temp. silnika).
Pozniej odpalam, bez problemow, reakcja na gaz jest, wchodzi na obroty.
Następny dzień rano wstaję, odpalam ładnie, wyjeżdżam, pózniej włącza się gaz elegancko, 0 muła nic nie gaśnie i do pracy dojechałem, 0 problemów.
Po pracy wchodze do auta, odpala elegancko jadę do domu, przejechałem z 7km i około 1km od domu nagle znowu dostała takiego strzała jak bym ją wyłączył i odpalił na pych, znowu sprzęgło i gaśnie. Odpalam bez problemów jadę za 50 metrów znowu, zgasła i nie chce odpalić. Kręciłem pare razy, juz wkurzony bo na awaryjnych na skrzyżowaniu, blokuję ruch miałem telefon w dłoni i chciałem naciskac słuchawkę do kumpla żeby przyjechał ale spróbowałem jeszcze raz zakręcić i odpaliła znowu elegancko, bez muła.
Dojechałem 1 km do domu, gaszę na benzynie i znowu odpalam, bez problemów ale nie ma reakcji na gaz, muł istny.
Nie pali się check engine, mam wrażenie ostatnio że jest jak by głośniejsza, olej jak najbardziej w normie, paliwo tankowane (i gaz też) na Shellu.
Jakiś pomysł? Czytałem o podobnych objawach ale u mnie wszystko pomieszane, raz działa, raz nie działa.
Zanim wydam jakiekolwiek pieniądze powiedzcie mi czy to może być coś z łapaniem lewego powietrza? zatkany katalizator? kable/cewki/świece? rozrząd raczej nie bo obroty trzymają się ładnie 700/800.
A jeśli o obrotach mowa, kiedy almerka ma tego muła i nie chce wkręcać się na obroty to na biegu jałowym trzyma ~400-500.
Dodam że cieknie mi płyn wspomagania w okolicach jak węże dochodzą do maglownicy/przekładni (nie na pompie bo pompa jest z lewej strony silnika, a wężyki od zbiorniczka idą w okolice lewego koła przed kierownicę) ale to już inna historia i nie ma z tym związku raczej.
Podsumowanie:
- raz zgaśnie i nie można odpalić, po odpaleniu wszystko w porządku
- raz zgaśnie, odpalę i wszystko w porządku
- raz zgaśnie, odpalę i za niskie obroty + nie wkręca się na obroty
- raz zgaśnie, nie można odpalić, po odpaleniu za niskie obroty + nie wkręca się na obroty