Cześć,
W lipcu kupiłem używaną Auris I 1.33 z 2013 roku, 53k km przebiegu.
Samochód przed jak i po kupnie sprawdzany przez mechanika.
Latem i jesienią nie miałem żadnych problemów z rozruchem.
Zimą zdarzają się takie problemy - rzadko, bo rzadko, ale jednak. Zdarzyło się to już przy temperaturze -1 stopnia. Samochód oczywiście mieszka na parkingu.
Wygląda to tak:
Odpalam - rozrusznik kręci się jakąś sekundę dłużej (to pewnie nie jest żaden problem). I silnik podnosi się. Zaczynam cofać (trochę rusza) - gaśnie (nie wiem czy na skutek mojego delikatnego operowania gazem czy z innych powodów). Ale teraz dzieje się najważniejsze - muszę podjąć kilka prób zapłonu (5-6), zanim zapali. I od teraz nie będzie problemu. Zdarzyło mi się to 3 razy od końca grudnia. A odpaliłem samochód od wtedy pewnie z 40 razy.
Kilka faktów:
* Oglądał go mechanik. Świece są czyste (naturalnie wyeksploatowane). Diagnostyka komputerowa pokazuje tylko/aż epizod problemu z rozruchem.
* Ten mechanik zasugerował mi, żeby obserwować samochód i nie podejmować na nim żadnej akcji, bo do końca nie wiadomo o co chodzi.
* Zdarza się to rzadko
* Raczej tylko zimą, zobaczę na wiosnę, ale latem i jesienią nie miałem tych problemów
* Oleju chyba nie bierze. Od lipca (moment wymiany) trzyma poziom
Co to moze być? Czy może zasugerujecie mi tak jak mechanik, żeby póki co nie martwić się tym? Bo mój plan jest taki, że za pół roku będę wiedział czy na 100% jest to skorelowane z pogodą.
W lipcu kupiłem używaną Auris I 1.33 z 2013 roku, 53k km przebiegu.
Samochód przed jak i po kupnie sprawdzany przez mechanika.
Latem i jesienią nie miałem żadnych problemów z rozruchem.
Zimą zdarzają się takie problemy - rzadko, bo rzadko, ale jednak. Zdarzyło się to już przy temperaturze -1 stopnia. Samochód oczywiście mieszka na parkingu.
Wygląda to tak:
Odpalam - rozrusznik kręci się jakąś sekundę dłużej (to pewnie nie jest żaden problem). I silnik podnosi się. Zaczynam cofać (trochę rusza) - gaśnie (nie wiem czy na skutek mojego delikatnego operowania gazem czy z innych powodów). Ale teraz dzieje się najważniejsze - muszę podjąć kilka prób zapłonu (5-6), zanim zapali. I od teraz nie będzie problemu. Zdarzyło mi się to 3 razy od końca grudnia. A odpaliłem samochód od wtedy pewnie z 40 razy.
Kilka faktów:
* Oglądał go mechanik. Świece są czyste (naturalnie wyeksploatowane). Diagnostyka komputerowa pokazuje tylko/aż epizod problemu z rozruchem.
* Ten mechanik zasugerował mi, żeby obserwować samochód i nie podejmować na nim żadnej akcji, bo do końca nie wiadomo o co chodzi.
* Zdarza się to rzadko
* Raczej tylko zimą, zobaczę na wiosnę, ale latem i jesienią nie miałem tych problemów
* Oleju chyba nie bierze. Od lipca (moment wymiany) trzyma poziom
Co to moze być? Czy może zasugerujecie mi tak jak mechanik, żeby póki co nie martwić się tym? Bo mój plan jest taki, że za pół roku będę wiedział czy na 100% jest to skorelowane z pogodą.