Mnie takie sytuacje nauczyły, ze lepiej robić to na co się klient umówił i nic poza tym. Ewentualnie dzwonić i pytać, nic na własną rękę. Często uszczęśliwianie klienta na sile źle się kończy.
Sytuacja z wczoraj. Renault Megane ph1 nie działa nawiew. Standardowo wypalone piny w kostce opornicy. Piny wymienione, rezystor wyczyszczony, wszystko chodzi, ale? No właśnie. Nie idzie ustawić nawiewu na szybę. Mimo ze na panelu pokazuje szybę to wali na nogi, a pokretlo działa tylko w połowie zakresu. Rzut oka pod kokpit. Brakuje paru plastików, nagrzewnica wymieniona i już zapala sie lampka "ktoś tu był i spier.olil". Nie ruszam. Przyjeżdża klientka po odbiór idziemy do auta i mówię, że rozdzielanie powietrza na szybę cos źle funkcjonuje. No i oczywiście jaka odpowiedz? "Tam wszystko działało, cos zepsuliście". Tjaaa, taki uj. Pytam czy mogła by pokrętło przekręcić na nawiew na nogi, a ona ze nie bo od kiedy kupiła auto to tam cos się blokuje (cieeekawostka

). Szybkie wytłumaczenie, że ja robiłem pod maska a nie w środku i nie ma to styczności z tym co jest popsute i zdziffko u klientki. Wg niej to ze z nawiewu na szybę leciało tyle powietrza co kot napłakał to była normalna sytuacja i tak ma być. Dopiero objaśnienie co i jak wyprostowało jej zwoje w głowie. Przyjedzie miedzy świętami i cos uradzimy na to. A tak? Narobiłbym się za frajer bo przecież wszystko działało dobrze.