W Antarze otwór i pokrętło jest u góry należy go szukać pomiędzy godzina 11:45 a 12:15
samochód na warsztacie, podniesiony, tylne koła zrzucone. po obu stronach stoją chłopaki z latarkami w zębach. do tego w ręce śrubokręt, obok na ziemi kilka zapasowych, jakby się któryś złamał lub stępił.
A obok pilnuje wszystkiego majster z najnowszym iphonem 17plus max2 i odlicza czas.
- jeszcze 45 sekund
- 30 sekund. chłopaki, przygotujcie się
- 15 sekund! mechanicy przyjmują pozycję bojową jakby chcieli kogoś dźgnąć śrubokrętem
- 10
pełne skupienie. za otwartę bramą stoi przestraszony właściciel auta i z trzęsącymi rękami odpala kolejnego papierosa na tak zwany ciepły koniuszek
- 5, 4, 3, 2, 1
- JUŻ !!!
następuje atak na regulatory ręcznego z obu stron.
- szybciej kurwa! no co się grzebiesz. ja pierdole! nie widzisz, że coś ci nie działa i śrubokręt przeskakuje. pewnie się stępił, weź drugi
- lewe gotowe! raportuje umęczony chłopak.
- kurwa! andrzej! dawaj! tyle razy to ćwiczyliśmy na makiecie a ciebie nawet młody wyprzedził
- pośpiesz się. zostały tylko 4 minuty
klient z roztrzęsionymi rękami i nie zważając na przepisy bhp podchodzi do majstra. trzyma papierosa który już się cały wypalił i parzy go w palce. ale on tego z nerwów nie czuje.
- Panie, uda sie im?
- no różnie to bywa, czasami się nie udaje za pierwszym razem, ale...
w tym momencie słychać krzyk
- JEST!!!!
andrzej pada na warsztatową podłogę, ciągle trzymając w spoconej dłoni śrubokręt. Cały spocony, czerwony z wysiłku, ale szczęśliwy.
12:13
majster rzuca soczyste:
- ja pierdole, ide się kurwa napić do biura. to nie na moje nerwy.
koledzy z sąsiedniej hali biją brawo i odciągają leżącego andrzeja na bok. ktoś zaczyna przykręcać koła. klient podaje nawet śruby.
udało się. znowu. kolejny opel z tarczo- bębnami wraca na drogę. To będzie piękny dzień, słońce grzeje, białe chmurki na niebie