Witam wszystkich.
2 tygodnie temu podczas odpalania auta, pojawiła się kontrolka check engine. Podjechałem na SKP z możliwością diagnostyki komputerowej. Mechanik stwierdził że kabel z sondy lambda wisiał luźno pod autem a sama wtyczka była delikatnie wypięta. Kabel przymocował, wtyczkę wpiął, błąd skasował. Kodu błędu nie znam ale wydruk na kartce mówi o błędzie sondy lambda 2 i magistrali CAN.
Dzisiaj rano auto odpaliło bez błędu. Dosłownie zjechało z chodnika, przejechało 500 metrów i 5 minut później przy ponownym uruchomieniu wyskoczył już błąd. Moc nie spadła, nic nie szarpie. Mam tylko wrażenie że z wydechów wydobywa się trochę wiecej spalin i mniej czuć benzynę a bardziej jak by się coś paliło. Temperatury są niższe więc nie chce sobie wmawiać białych dymów.
Ponowna wizyta w SKP wydaje mi się bezsensowna. Nie przypuszczam żebym na takim odcinku mógł fizycznie uszkodzić kabel czy sondę.
Opel od samego początku ma problem ze spalaniem oleju ( ~1 litr na 1000km ), ale jako że robię rocznie po 5-7tysięcy km to po prostu regularnie mu dolewam. Tym bardziej że spalanie oleju ciągle utrzymuje się praktycznie na tym samym poziomie. Signum jeździ ciągle na 10W40, chociaż wiem że to nie jest zalecany olej.
Silnik nie był diagnozowany. Jedynie 4 lata temu wymieniana była uszczelka głowicy klawiatury. Od tego czasu nic nie kapie, po prostu olej się spala (pierścienie?)
Dodatkowo sam robiłem kiedyś próbę z popularnym testerem szczelności głowicy ale nic nie wykazała ( w zasadzie nie zaszła jakakolwiek reakcja).
Jakieś pomysły w co tu uderzyć? Elektromechanik?
Można sprawdzić działanie samej sondy? Albo zacząć od diagnozy silnika, układu spalania, wydechu?
Czy ew. zwiekszone "kopcenie" może być wynikiem słabej jakości/wysłużonego oleju ?
Z góry dzięki za jakiekolwiek porady.
2 tygodnie temu podczas odpalania auta, pojawiła się kontrolka check engine. Podjechałem na SKP z możliwością diagnostyki komputerowej. Mechanik stwierdził że kabel z sondy lambda wisiał luźno pod autem a sama wtyczka była delikatnie wypięta. Kabel przymocował, wtyczkę wpiął, błąd skasował. Kodu błędu nie znam ale wydruk na kartce mówi o błędzie sondy lambda 2 i magistrali CAN.
Dzisiaj rano auto odpaliło bez błędu. Dosłownie zjechało z chodnika, przejechało 500 metrów i 5 minut później przy ponownym uruchomieniu wyskoczył już błąd. Moc nie spadła, nic nie szarpie. Mam tylko wrażenie że z wydechów wydobywa się trochę wiecej spalin i mniej czuć benzynę a bardziej jak by się coś paliło. Temperatury są niższe więc nie chce sobie wmawiać białych dymów.
Ponowna wizyta w SKP wydaje mi się bezsensowna. Nie przypuszczam żebym na takim odcinku mógł fizycznie uszkodzić kabel czy sondę.
Opel od samego początku ma problem ze spalaniem oleju ( ~1 litr na 1000km ), ale jako że robię rocznie po 5-7tysięcy km to po prostu regularnie mu dolewam. Tym bardziej że spalanie oleju ciągle utrzymuje się praktycznie na tym samym poziomie. Signum jeździ ciągle na 10W40, chociaż wiem że to nie jest zalecany olej.
Silnik nie był diagnozowany. Jedynie 4 lata temu wymieniana była uszczelka głowicy klawiatury. Od tego czasu nic nie kapie, po prostu olej się spala (pierścienie?)
Dodatkowo sam robiłem kiedyś próbę z popularnym testerem szczelności głowicy ale nic nie wykazała ( w zasadzie nie zaszła jakakolwiek reakcja).
Jakieś pomysły w co tu uderzyć? Elektromechanik?
Można sprawdzić działanie samej sondy? Albo zacząć od diagnozy silnika, układu spalania, wydechu?
Czy ew. zwiekszone "kopcenie" może być wynikiem słabej jakości/wysłużonego oleju ?
Z góry dzięki za jakiekolwiek porady.