sulej013
Zweryfikowany Mechanik
Witam
Czytając temat o zakupie busa przypomniala mi sie rozmowa o prace dość smieszna a zarazem straszna szczegolnie z mojego pkt widzenia czyli potencjalnego pracownika..
Zanim otworzylem warsztat chcialem zlapac doświadczenia wiec podjechalem do warsztatu remontujacego silniki forda po wstepnej rozmowie mialem zajechac wieczorem ok 21 bo pracuja czesto do 22 i dalej co juz mnie zaniepokoilo... Od 8 do 22 zero papierosa chwila przerwy na kanapki... I dalej.. Ok rozmowa toczy sie dosc miło powiedzialem otwarcie ze chcial bym sie nauczyc remontow silnika etc.. I tu jiz po minie potencjalnego pracodawcy zauwazylem grymas... Warunki jakie mi proponowal na początek I wymagania moze wymienie w punktach... Bedzie mi latwiej...
- Praca jak wyzej wspomnialem od ok 8 az padne na pysk czyli min 10-12 godz a czasem dalej
-Zero papierosow nawet na przerwie
-Alkochol... ok byle sie nie udoic jak swinia
-Przez pierwsze 4-5 lat jedyne co robie to rozbieram silnik na czesci pierwsze i czyszcze go myjka cisnieniowa w kanale gdzie chodzi sie w gumowcach ew po ok 2 latach moge wyciagnac i wlozyc silnik w aucie
-Placa ok 8 do 10zl na godz zalezna od humoru z tego co zrozumialem
-po ok tygodniu proby Umowa o prace na 2 lata z polrocznym okresem wypowiedzenia bo od razu bierze na mnie dotacje tzn na pracownika na doposazenie warsztatu
-Kolejna sprawa probowal na kazdym kroku udowodnic mi jaki to ja nie jestem glupi ze nic nie potrafie bo to on jest alfa i omega a chwalil sie ze silnik sklada nie przestrzegajac zadnych norm w momentach dokrecania, stopni dokrecania srob kolejnosci itp. A silniki skladane sa z części używanych wyciagnietych z innych motorów ktorych kupil z UK ze 30 szt uszkodzonych walki tloki itp
-Zaproponowal mi zaznaczajac z gory ze i tak sie na to nie zgodze ze zaplaci mi nawet 5,5 do 6 tys miesiecznie za to ze sam bede remontowal silniki u mnie on bedzie mi tylko zlecal robote a ja bede pracowal nad motorem i dawal na niego gwarancje 50tys km pod groźba ze jesli cos sie nie uda ja za to bekam pensja i odlicza mi ten caly silnik z wynagrodzenia gdy powiedzialem ze mogl bym na cos takiego pojsc zmienil temat konczac tekstem ze na pewbo moe chcial bym takiego rozwiazania...
I teraz najlepsze zaznaczam ze sam mam 2 fordy i sam je naprawialem i naprawiam
- Umowa lojalnosciowa po odejsciu z pracy na okres ok 5 lat na kwote 50tys zł polegajaca na tym ze nie bede naprawial zadnego forda (i nie obchodzi go za sam mam ich dwa na podworku plus wujek i sasiad przy których tez grzebalem) jesli ktos mu doniesie i bedzie mial dowody albo sam zobaczy ze je naprawiam place mu wyzej wymieniana kwote za zlamanie umowy...
Po jakims tyg od rozmowy dowiedzialem sie ze znajomy ktory od dzieciaka pracowal przy samochodach bo jego ojciec prowadzil warsztat rowniez tam pracowal ok miesiac czasu po czym odszedł bo nie pasowaly mu warunki i pracodawca cisnal go zeby podpisywac umowe bo termin skladania wnioskow o dotacje sie konczyl... Wyplacil mu polowe pieniążków z tekstem ze i tak dobrze bo sie opierdzielal i ze nie chce go wiecej widziec...
Wiec podsumowujac nawet teraz jak sobie przypominam rozmowe usmiech sam sie wali na buzie i dziekuje Bogu ze wiecej sie nie odezwalem do tego majstra i nie przyjalem jego propozycji...
Czytając temat o zakupie busa przypomniala mi sie rozmowa o prace dość smieszna a zarazem straszna szczegolnie z mojego pkt widzenia czyli potencjalnego pracownika..
Zanim otworzylem warsztat chcialem zlapac doświadczenia wiec podjechalem do warsztatu remontujacego silniki forda po wstepnej rozmowie mialem zajechac wieczorem ok 21 bo pracuja czesto do 22 i dalej co juz mnie zaniepokoilo... Od 8 do 22 zero papierosa chwila przerwy na kanapki... I dalej.. Ok rozmowa toczy sie dosc miło powiedzialem otwarcie ze chcial bym sie nauczyc remontow silnika etc.. I tu jiz po minie potencjalnego pracodawcy zauwazylem grymas... Warunki jakie mi proponowal na początek I wymagania moze wymienie w punktach... Bedzie mi latwiej...
- Praca jak wyzej wspomnialem od ok 8 az padne na pysk czyli min 10-12 godz a czasem dalej
-Zero papierosow nawet na przerwie
-Alkochol... ok byle sie nie udoic jak swinia
-Przez pierwsze 4-5 lat jedyne co robie to rozbieram silnik na czesci pierwsze i czyszcze go myjka cisnieniowa w kanale gdzie chodzi sie w gumowcach ew po ok 2 latach moge wyciagnac i wlozyc silnik w aucie
-Placa ok 8 do 10zl na godz zalezna od humoru z tego co zrozumialem
-po ok tygodniu proby Umowa o prace na 2 lata z polrocznym okresem wypowiedzenia bo od razu bierze na mnie dotacje tzn na pracownika na doposazenie warsztatu
-Kolejna sprawa probowal na kazdym kroku udowodnic mi jaki to ja nie jestem glupi ze nic nie potrafie bo to on jest alfa i omega a chwalil sie ze silnik sklada nie przestrzegajac zadnych norm w momentach dokrecania, stopni dokrecania srob kolejnosci itp. A silniki skladane sa z części używanych wyciagnietych z innych motorów ktorych kupil z UK ze 30 szt uszkodzonych walki tloki itp
-Zaproponowal mi zaznaczajac z gory ze i tak sie na to nie zgodze ze zaplaci mi nawet 5,5 do 6 tys miesiecznie za to ze sam bede remontowal silniki u mnie on bedzie mi tylko zlecal robote a ja bede pracowal nad motorem i dawal na niego gwarancje 50tys km pod groźba ze jesli cos sie nie uda ja za to bekam pensja i odlicza mi ten caly silnik z wynagrodzenia gdy powiedzialem ze mogl bym na cos takiego pojsc zmienil temat konczac tekstem ze na pewbo moe chcial bym takiego rozwiazania...
I teraz najlepsze zaznaczam ze sam mam 2 fordy i sam je naprawialem i naprawiam
- Umowa lojalnosciowa po odejsciu z pracy na okres ok 5 lat na kwote 50tys zł polegajaca na tym ze nie bede naprawial zadnego forda (i nie obchodzi go za sam mam ich dwa na podworku plus wujek i sasiad przy których tez grzebalem) jesli ktos mu doniesie i bedzie mial dowody albo sam zobaczy ze je naprawiam place mu wyzej wymieniana kwote za zlamanie umowy...
Po jakims tyg od rozmowy dowiedzialem sie ze znajomy ktory od dzieciaka pracowal przy samochodach bo jego ojciec prowadzil warsztat rowniez tam pracowal ok miesiac czasu po czym odszedł bo nie pasowaly mu warunki i pracodawca cisnal go zeby podpisywac umowe bo termin skladania wnioskow o dotacje sie konczyl... Wyplacil mu polowe pieniążków z tekstem ze i tak dobrze bo sie opierdzielal i ze nie chce go wiecej widziec...
Wiec podsumowujac nawet teraz jak sobie przypominam rozmowe usmiech sam sie wali na buzie i dziekuje Bogu ze wiecej sie nie odezwalem do tego majstra i nie przyjalem jego propozycji...
takie lekko XIX-wieczne
.
.
.