Sprawdziłem katalizator i nie jest ani stopiony, ani zatkany. Jest pusta pucha lub jakaś rurka (ciężko powiedzieć, bo sprawdzałem go z pomocą endoskopu przez otwór sondy lambda, niestety do wyjęcia kata trzeba odkręcić sanki silnika razem z przednim zawieszeniem, więc wystarczyła mi informacja, że nie jest zatkany) W akcie ostatecznej desperacji zrobiłem rundkę z wykręconą sondą lambda, żeby wyeliminować zapchanie wydechu gdzieś dalej, ten zabieg także bez rezultatów, cylindry wypadały jak zwykle. Zacząłem więc odpinać wszystkie czujniki po kolei. Czujniki spalania stukowego 2 szt. - bez efektu, czujniki faz rozrządu 2 szt. - bez efektu, po odpięciu obu czujników położenia wałków rozrządu nie chciał odpalić, po podpięciu tylko tego w "sprawnej" głowicy zaczął chodzić jak w momencie wystąpienia problemów (czyli na 3 gary tylko w tej "sprawnej" głowicy) po podpięciu tylko tego czujnika w głowicy "z problemami" odpalał na 3 garach (tych w głowicy z podpiętym czujnikiem) po chwili jazdy wypadał któryś z tych cylindrów i auto toczyło się na jednym czy dwóch cylindrach (gasło zaraz po rozpięciu skrzyni). Jutro podmieniam czujniki i zobaczę jak się zachowa, ale rodzi mi się pytanie. Jak dobrze myślę to czujnik albo działa, albo nie, a ten potencjalnie wadliwy działałby tylko w określonych warunkach? i w dodatku zawsze po ponownym odpaleniu wracałby do normy? Jeśli okaże się, że to nie czujnik to zostaje jeszcze jedynie przestawiony rozrząd, ale on też dawałby chyba "stałe" objawy, niezależne od obciążenia czy obrotów silnika, chociaż w sumie to francuz...