Cześć!
Piszę do Was z problemem który nawiedza mnie w tym samochodzie od prawie dwóch lat. Przez ten czas samochód był testowany przez trzech mechaników, jednak żaden z nich nie mógł zdiagnozować problemu z dwóch powodów. Po pierwsze, to co się dzieje z tym autem pojawia się losowo. Po prostu czasami ten problem jest, czasami go nie ma. Pech chciał że podczas jazdy z mechanikiem auto było grzeczne jak żona podczas wizyty u znajomych. Po drugie wszelka diagnostyka komputerowa również nie wykazuje błędów.
Teraz powiem w końcu co się dzieje.
Po zakupie, po jakims miesiącu, auto miało skłonności do szarpania. Nie zdarzało się to często. Szarpanie to wyglądało jaby auto się lekko dusiło (uczucie jakby się cholowało czyjeś auto ale ten z tyłu zaczyna hamować). Jadę sobie na trzecim biegu, zaczynam zwalniać, obroty na wysokości 1.5x Staram się utrzymać auto na równym gazie i auto zaczyna szarpać. I nie widać tego na obrotach, po prostu zaczyna zwyczajnie szarpać. Gdy dodam gazu, problem znika. I później może znowu przez jakiś czas być normalnie, by za moment, jadąc ze wzniesienia na piątym biegu znowu zaczyna szarpać. Powiedzmy że obroty to okolice 1.9x zjazd ze wzniesienia, ja utrzymuję pedał gazu na równym poziomie i auto znowu szarpie. Wrażenie jakby silnikiem zaczęło zwalniać, nie wiem jak to wyjaśnić. Puszczę pedał gazu, problem znika, jak wcisnę mocniej gaz też. Problem pojawia się gdy próbuję zrównać wciśnięcie pedału gazu z prędkością auta (tak żeby nie przyspieszać). I on tak może szarpać, tak długo jak ja nie odpuszczę.
I to się wszystko działo przez większość czasu od kupna samochodu. Teraz problem sie trochę zmienił na gorsze. Odpalam auto któregoś dnia rano, wszystko działa. Jedynka, dwójka, trójka jakoś jedzie bez problemów. Raptem auto zaczęło drgać, jakby po tarce jechało. Dodatkowo śnieg i lód był, więc pomyślałem że lód się zebrał na kole więc auto skacze podczas jazdy. Totalnie nie było innej reakcji, silnika prawie nie słychać. Ale dla pewności włączyłem na luz, ale auta dalej toczy się i buja nim. Zatrzymałem się, auto dalej się kołysze. Dodałem gazu na postoju, auto zaczęło głośno charczeć. Tak jak traktor. Włączyłem bieg i wrażenie jakby nie miało mocy. Stanąłem na poboczu, wyłączyłem silnik, ponownie włączyłem i auto jakby nigdy nic jedzie bez problemu. Byłem teraz u mechanika, sprawdził, nic nie znalazł. Przeczyścił kolektor, trochę jakby mniej problemów. Ale teraz zaczęły się mrozy i codziennie od 3 dni teraz znowu... odpalam auto, jedynka, dwójka i znowu na trójce ten sam problem. Auto drży, na czwórce to samo, dodatkowo dochodzi dziwny dźwięk klekotania. Wracam na dwójkę, przestaje. Zatrzymuję sie, nawet nie wyłączam... ruszam i auto jakby nigdy nic działa. No i oczywiście od czasu do czasu szarpie jak próbuję jechać równo czy jak jadę z górki.
Nie mam już do dziada siły.
Piszę do Was z problemem który nawiedza mnie w tym samochodzie od prawie dwóch lat. Przez ten czas samochód był testowany przez trzech mechaników, jednak żaden z nich nie mógł zdiagnozować problemu z dwóch powodów. Po pierwsze, to co się dzieje z tym autem pojawia się losowo. Po prostu czasami ten problem jest, czasami go nie ma. Pech chciał że podczas jazdy z mechanikiem auto było grzeczne jak żona podczas wizyty u znajomych. Po drugie wszelka diagnostyka komputerowa również nie wykazuje błędów.
Teraz powiem w końcu co się dzieje.
Po zakupie, po jakims miesiącu, auto miało skłonności do szarpania. Nie zdarzało się to często. Szarpanie to wyglądało jaby auto się lekko dusiło (uczucie jakby się cholowało czyjeś auto ale ten z tyłu zaczyna hamować). Jadę sobie na trzecim biegu, zaczynam zwalniać, obroty na wysokości 1.5x Staram się utrzymać auto na równym gazie i auto zaczyna szarpać. I nie widać tego na obrotach, po prostu zaczyna zwyczajnie szarpać. Gdy dodam gazu, problem znika. I później może znowu przez jakiś czas być normalnie, by za moment, jadąc ze wzniesienia na piątym biegu znowu zaczyna szarpać. Powiedzmy że obroty to okolice 1.9x zjazd ze wzniesienia, ja utrzymuję pedał gazu na równym poziomie i auto znowu szarpie. Wrażenie jakby silnikiem zaczęło zwalniać, nie wiem jak to wyjaśnić. Puszczę pedał gazu, problem znika, jak wcisnę mocniej gaz też. Problem pojawia się gdy próbuję zrównać wciśnięcie pedału gazu z prędkością auta (tak żeby nie przyspieszać). I on tak może szarpać, tak długo jak ja nie odpuszczę.
I to się wszystko działo przez większość czasu od kupna samochodu. Teraz problem sie trochę zmienił na gorsze. Odpalam auto któregoś dnia rano, wszystko działa. Jedynka, dwójka, trójka jakoś jedzie bez problemów. Raptem auto zaczęło drgać, jakby po tarce jechało. Dodatkowo śnieg i lód był, więc pomyślałem że lód się zebrał na kole więc auto skacze podczas jazdy. Totalnie nie było innej reakcji, silnika prawie nie słychać. Ale dla pewności włączyłem na luz, ale auta dalej toczy się i buja nim. Zatrzymałem się, auto dalej się kołysze. Dodałem gazu na postoju, auto zaczęło głośno charczeć. Tak jak traktor. Włączyłem bieg i wrażenie jakby nie miało mocy. Stanąłem na poboczu, wyłączyłem silnik, ponownie włączyłem i auto jakby nigdy nic jedzie bez problemu. Byłem teraz u mechanika, sprawdził, nic nie znalazł. Przeczyścił kolektor, trochę jakby mniej problemów. Ale teraz zaczęły się mrozy i codziennie od 3 dni teraz znowu... odpalam auto, jedynka, dwójka i znowu na trójce ten sam problem. Auto drży, na czwórce to samo, dodatkowo dochodzi dziwny dźwięk klekotania. Wracam na dwójkę, przestaje. Zatrzymuję sie, nawet nie wyłączam... ruszam i auto jakby nigdy nic działa. No i oczywiście od czasu do czasu szarpie jak próbuję jechać równo czy jak jadę z górki.
Nie mam już do dziada siły.
