Jak również bez progów, ze skorodowanymi przewodami sztywnymi hamulców i innymi kwiatkami... w moim mieście 80% stacji diagnostycznych puszcza z przymrużeniem oka samochody z luzami w zawieszeniu czy układzie kierowniczym bez większych zastrzeżeń co najwyżej "pan to sobie wymieni"
Obawiam się, że ci "panowie" już mogą szukać innej pracy w pośredniaku. Czasy "przybijania pieczątek" za flaszkę już odchodzą do lamusa. Z czasem żaden rozsądny diagnosta nie będzie ryzykował utraty uprawnień, stanowiska pracy za marne 50 zł "dodatku" od klienta.
Owszem, jest nacisk właścicieli stacji na ilość pozytywnych wyników przeglądów przeprowadzanych przez diagnostów tak, aby stacja była jak najbardziej "przyjazna kierowcom" (czyt. puszczała jak najwięcej uchybień), tzw. sprawdzanie na Steve Wondera (bez obrazy dla tego artysty).
Wystarczy (są już projekty), że diagnosta będzie urzędnikiem państwowym, a nie "wyrobnikiem" u Pana "Wszechwiedzącego" Właściciela stacji kontroli pojazdów. I wtedy skorumpowany Pan "Pazerny" Właściciel nie będzie miał wpływu na JAKOŚĆ przeprowadzanego przeglądu rejestracyjnego.
Oczywiście, wyeliminuje to z ruchu pojazdy o wartości rynkowej 1-4 tys. zł będące często w opłakanym stanie technicznym (oczywiście te zadbane przez właścicieli pozostaną nadal sprawne i będą bez problemu dopuszczone do ruchu).
Poza tym każdy patrol policyjny w Polsce może na chwilę obecną podważyć jakość wykonanego przeglądu (zwłaszcza ze "świeżą" pieczątką), zatrzymując dowód rejestracyjny i kierując do powtórnego badania, w efekcie czego wydział komunikacji, starosta czy urząd miasta dostaje informację o konkretnej stacji i konkretnym diagnoście wykonującym "niedokładnie" przegląd pojazdu. A parę takich przypadków już znam.