Niewiem czy już wam to opowiadałem...ale spróbuję
Ksiądz w pewnej parafii gdzieś na Podlaskiej wsi przyciął że z tacy ginie mu gabona.Podejrzenia padły na nikogo innego jak kościelnego Mieczysława.
Co tu zrobić,myśli ksieżulek i wpadł na pomysł że owego Miecia wyspowiada..jak pomyślał tak że uczynił.
Zawołał Miecia do kofesjonału z zamiarem starego lubieznika wyspowiadać.Ale bez zbędnych tam formułek przenajświętszej spowiedzi od razu pyta Miecia :
- Gdzie są moje pieniądze z tacy???.pyta.
Nato Mieciu mu odpowiada że nic nie slychać.No to ksiądz powtarza głośniej i głośniej ale bez skutku.Mieciu nadal twierdzi że nic nie słychać.
Jak się ksiądz nie wkurwił,mówi .
-wiesz co Mieciu zamienimy się ja muszę na własne uszy to usłyszeć że tu nic nie słychać.
Jak postanowili tak zrobili i zamienili się miejscami .Mieciu wyspowiada księdza ale od razu z grubej rury pyta się księdza:- Czemu posuwasz moją żonę???
Nato ksiądz wstaje mówi : -Wiesz co Mieciu? Tu rzeczywiście nic nie słychać!


