Przyszła mi do głowy znowu myśl taka że :
Pan Stefan Myszkowski działa przeciwko kowalskiemu na rzecz koncernów paliwowo-motoryzacyjnych i to na dodatek niemieckich kierując się tzw. ekologią , proponuje zając sie utylizacją śmieci wszelkiej maści i innych odpadów , produkcji opakowań itp. itd .. Jak przeczytałem gdzieś ze w tonie telefonów komórkowych jest wiecej złota niż w tonie rudy to ... bez komentarza ...
Oczywiście z całym szacunkiem bo doceniam wiedzę i prace włożoną w artykuły ect.
Szanowny Panie Marku_S
miałem już nie pisać, ale odpiszę na ten wpis adresowany personalnie do mnie.
Ma Pan prawo mieć taką opinię. Deklaruję jednak, że nadal będę walczył o czyste powietrze, niezależnie czy dotyczyć to będzie nadzianego faceta, który w gazecie przeczytał, że jakiś element z układów silnika można usunąć i zrobi to z zasady, czy ktoś mało zamożny. Pańskie podejście uważam za krótkowzroczne, bo niszczy ono stopniowo branżę serwisów samochodowych, w naszym kraju.
Wracając z wakacji jechałem za całkiem nowym białym Seatem. Tył auta wokół wylotu rury wydechowej okopcony. Przy każdej zmianie biegu wzwyż, obłok czarnego dymu. Przypadkowo zjechaliśmy na tę samą stację benzynową. Z ciekawości pytam kierowcę, czy ma jakiś problem z samochodem, czy auto jest po tuningu? Odpowiedź - tak jest po tuningu na 170 KM. A że dymi? Musi, bo wtryskiwacze przelewają, a ponadto jest to diesel, więc musi dymić - to usłyszałem. Czy to jest dobrze?
We Wrocławiu podobnie jak w Krakowie (nie wiem jak w innych miastach), mamy na głowie coraz silniejsze ruchy antysmogowe. Jest coraz więcej stacji monitorujących powietrze (państwowych), na terenie całego kraju. Lokalizacje i codzienne regularne odczyty, o różnych godzinach, są podawane w Internecie. Można śledzić. W miastach nie jest dobrze. Po za nimi nie najgorzej, ale jeśli ruch jest płynny - mało obwodnic.
Za zanieczyszczenie w centrach miast odpowiada głównie ruch samochodowy - spaliny, pył z klocków hamulcowych (również obecnych, bezazbestowych, tylko, że bez azbestu), pył z opon. Wspomniane ruchy, dążą do ograniczenia ruchu samochodów w miastach. W coraz większej ilości krajów żąda się zakazu sprzedaży diesli lub wszystkich samochodów zasilanych paliwami węglowodorowymi (pomińmy sensowność tych dążeń). Co będzie w naszym kraju, w jakim kierunku pójdziemy, diabli wiedzą. Co wówczas będziecie państwo naprawiać? Trzeba powoli o tym myśleć i różne zagadnienia porządkować.
Jeśli chodzi o "Kowalskiego" należy mu zapewnić dobrą i sprawną sieć transportu, aby nie musiał z konieczności kupować samochodu, jeśli go na niego nie stać. Nie chodzi tu tylko o spaliny. Kilka miesięcy temu dowiedziałem się, że coraz więcej diagnostów SKP nie sprawdza hamulców na rolkach, bo w starych samochodach pękają elastyczne przewody hamulcowe. Proszą, aby to kierowca sam naciskał na pedał hamulca podczas badania, lub odpuszczają badanie hamulców. Trudno mi ocenić zakres tego problemu? Informacja pochodzi z woj. mazowieckiego. Czy tu również status finansowy może być brany pod uwagę. Czy osobie zabitej przez samochód z niesprawnymi hamulcami, zrobi różnicę, że przejechała ją osoba, niezamożna czy bogata.
Odnośnie mojej pracy dla firm niemieckich, ale także z Francji czy jednej Japońskiej. Tak zdecydowana większość pochodziła a tych krajów. Nie dotyczyły bezpośrednio ekologii, ale głównie diagnostyki silników (urządzenia diagnostyczne) i układów silników. Przez 23 lata, od firm krajowych miałem 3 zlecenia, z: z Inter Cars, Precyzji Bydgoszcz i Best Products. Szkolenia organizuję sam. Jestem też od czasu do czasu zapraszany na płatne wykłady .
Czekam na dwa kolejne zlecenia, z dwóch dużych firm - znowu niemieckiej i może japońskiej. Opracowania i materiały szkoleniowe, jakie mam przygotować, będą na pewno bezpłatne i ogólnie dostępne w kraju. Część z nich może powstanie po niemiecku, dla niemieckich serwisów. A więc znowu mnie kupili. No nic, z czegoś muszę żyć, a bycie przedstawicielem handlowym mnie nie interesuje.
Raz jeszcze podkreślam - działalność na rzecz ekologizacji pojazdów, jest z przekonania. Proszę sobie zdać z tego sprawę, że np. tzw. nanocząstki, to zmora współczesnych silników ZS, oraz ZI, z bezpośrednim wtryskiem benzyny. Te z silników ZI są ... bardziej trujące. Dopuszczalna emisja w przepisach homologacyjnych jest taka sama. Filtry cząstek stałych je w dużej części zatrzymują. Pojawią się też wkrótce w silnikach ZI. Nie powinno być z nimi problemów, ze względu na wyższą temperaturę spalin silników ZI w porównaniu do temperatury spalin silników ZS, o ok. 30%.
Wspomniane nanocząstki przenikają przez skórę bezpośrednio do organizmu. Układ oddechowy ich nie jest w stanie zatrzymać.
Od wprowadzenia układów Common Rail, spowodowały znaczy wzrost zachorowań na określone rodzaje chorób. Lekarze nie mają wątpliwości, że są one bezpośrednio powodowane przez nanocząstki, dlatego pojawiła się narastające niechęć do silników ZS. Jest oczywiście obojętne, czy nanocząstki pochodzą ze spalin samochodowych, czy z innych źródeł. Trochę poczytałem sobie na ten temat w pismach medycznych, nie tylko krajowych - podać źródła?
No ale może Pan, Panie Marku_S, czy ktoś inny na forum, ma inne informacje?. Proszę coś poczytać i wówczas podzielić się informacjami, może na forum.
Podsumowując - jeśli chodzi o słuszność, czy potrzebę działań ekologicznych nie będzie mojej zgody, ani z Panem, ani z inną osobą na tym forum.
Do forumowicza - pajak100
dziękuję za odpowiedź. Przepraszam, może Pana za ostro potraktowałem.
Litości, to jest artykuł techniczny, a nie „życiowy”. Z tego życiowego punktu widzenia jest tak, że okres sprawności, samochody importowane przeżywają za granicą - można przyjąć, że do 200000 km. Bogatsi niż my obywatele innych krajów sprzedają je nam, a ich układy zaczynają się psuć już u nas, co jest rzeczywiście drogie w naprawach. Dodajmy trudny dostęp do dokumentacji serwisowej, brak koniecznych do części napraw narzędzi specjalnych (czasem muszą być, ale wiem, są drogie lub bardzo drogie) nie najwyższy poziom tzw. kultury technicznej - często również w serwisach autoryzowanych. Mają teoretycznie wszystko, co potrzeba - dokumentacje, narzędzia, a partolą robotę, że aż miło. To nie teoria a moje doświadczenia.
Polska chyba (nie jestem pewien), jako jedyny kraj dawnego bloku wschodniego, nie ogranicza wieku samochodów, które można przywozić z zagranicy. Robi to chyba również Ukraina. No, ale UE nam wytłumaczyła, że takie ograniczenie jest niezgodne z regulacjami europejskimi, a nasi urzędnicy w to uwierzyli. W innych krajach nie.
Co do "żywotności" podzespołów, to producenci części podają je w dokumentacjach dla producentów samochodów, ale się tym publicznie nie chwalą. Mam taki katalog od Boscha. Dlatego jeśli jest tam napisane, że wtryskiwacze paliwa do silników ZI powinny pracować bez zastrzeżeń (zanieczyszczenie, jakość rozpylania paliwa) do 150000 km. Dlatego w próbach trwałościowych silników na hamowniach silnikowych, firma BMW, wymienia wtryskiwacze co 150000 km, aby nie były przyczyną przyspieszonego zużycia silnika.
W serwisie samochodowym pozostaje jedynie kontrola jakości wtryskiwania paliwa i sprawności wtryskiwaczy na stanowiskach kontrolnych, czyszczenie ultradźwiękowa i wymiana wymiennych elementów - szczególnie siatki filtracyjnej. Cena takiego stanowiska - od 4000 do 30000 zł, zależnie od producenta i tego, czy można testować wtryskiwacze układów bezpośredniego wtrysku benzyny.
Ponadto wszystkie nowe silniki ZS i ZI z bezpośrednim wtryskiem, mają ok. 10 do nawet 15% nadmiar mocy - na zużycie elementów. Towarzyszyłem pomiarom na hamowni 3 fabrycznie nowych samochodów i dostałem na ten temat oficjalną odpowiedź od VW.
Jest jeszcze problem ze statystyką. Przykładowo, jeśli w katalogu żarówek danego producenta jest napisane, że 90% zarówek np. światła głównego przepala się po nie mniej jak 300 godz. pracy, przy napięciu zasilania tyle a tyle, to jeśli przy sprawnej instalacji elektrycznej, taka żarówka przepali się czasami po 150 godz. pracy, to ktoś będzie miał pecha, Jeśli przepali się po 400 godz. pracy, to ktoś będzie miał szczęście, ale statystycznie wszystko będzie prawidłowo. Tak jest ze wszystkimi częściami. W masowej produkcji nie jest możliwa kontrola całości produkcji. Stosuje się więc tzw. statystyczną kontrolę jakości - jedni są więc szczęśliwcami, a inni pechowcami.
Aby zaspokoić ciekawość po lekturze części 4 artykułu, załączam cz. 1 i 2 oraz ponownie 4. Tu również uwaga - są to artykuły w wersji przed moją korektą wydawniczą, mogą być więc jakieś błędy. Niestety, części 3 nie mam w tej formie, a nowy skaner czeka w pudełku na chwilę czasu.
Tym razem na pewno w tym wątku się już nie pojawię, z powodu braku czasu.
Z poważaniem
Stefan Myszkowski