Na wstępie witam wszystkich serdecznie. Ma problem z silnikiem 2.0 tfsi 180km, przebieg 230 tys. Sprawa jest następująca, auto zostało kupione z uszkodzonym rozrządem. Po wymianie na nowy i zrobieniu głowicy, wymianie świec, odmy i wszystkiego co potrzebne zostało poskładane do kupy. Niestety, po przejechaniu kilkunastu km zaczęły pojawiać się błędy, wypadanie zapłonow, błąd katalizatora, uboga mieszanka. Pojawił się problem z dość dużym zużyciem oleju. Silnik został rozebrany w mak, wymienione tłoki, pierścienie, panewki, zawór wariatora, popychacze, i wiele innych podejrzanych rzeczy. Po podkładaniu, odpaleniu wszystko zdawało by się jest okej. I zaczęły się schody..po przejechaniu 45 km znów zapalił się check lecz auto jechało normalnie. Po przejechaniu ok 150 km, szarpnęło autem…straciło nie znacznie na mocy a silnik zaczął pracować tylko na 3 baniaki. Po odkręceniu świec okazało się ze wszystkie praktycznie świece są stopione, a na 1 cylindrze wręcz jej nie było. Zaznaczam ze świece były nowe. Po ściągnięciu głowicy okazało się ze tłok na 1 cylindrze jest wręcz stopiony, gładź zarysowana oraz widać na wszystkich tłokach spalony olej. W kolektorze odlotowym jest tez sporo oleju. Nie mam już pomysłu, w komorze spalania musiała panować chyba straszna temperatura skoro świece tak zostały zniszczone. Tylko jaka jest tego przyczyna? Zaznaczam iż wszystko było składane zgodnie ze sztuka mechaniki…a ja już powoli rozkładam ręce odnośnie tego silnika. Może Wy drodzy forumowicze macie jakieś pomysły? Ktoś może spotkał się z taka sytuacja?



