Mechanika Pojazdowa Gorzów.
Właśnie doszedłeś do sedna. W ostatnim zdaniu napisałeś, że każdy bez żadnych ambicji i większych umiejętności znajdzie prace za minimum 2500 zł na rękę. Nawet powiem więcej. W dużych aglomeracjach w strefie, tak jak u mnie, dostaną nawet 3000 zł wzwyż. Kwestia regionu i uprzemysłowienia. Wiadomo, że tereny bardziej "rolnicze", nie posiadające większego przemysłu, a tym samym nie oferujące w miarę dobrze płatnych miejsc pracy powodują, że płaca rzędu 2500 zł na rękę, to złapanie Pana Boga za nogi. Tak to już jest. Ale też masa ludzi w związku z tym wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu lepszego rynku pracy (a zwłaszcza płacy). Więc teraz nie ma co się dziwić, że mało jest osób, chcących podjąć pracę w branży samochodowej za kwotę rzędu 2500-3000 zł.
Pracownik również chce zarabiać, kupic mieszkanie, samochód i pojechać na wakacje. Oferuję dobre warunki, ale pracownik musi zarobić na swoją wypłatę. Atmosfera bardzo dobra, nie krzycze, nie wyzywam, nie popedzam ale tez nie płacę pełno etatowego wynagrodzenia za pracę na 1/4 etatu. To jest problem naszych czasów. Mechanicy w podeszlym wieku mają swoje nawyki, nie nadają się do współpracy bo mają na wszystko swoje zdanie i brak poszanowania własności klienta( to tak z wlasnego doświadczenia-bez szufladkowania grupy wiekowej) .Młodzi najczęściej mało zdolni, na wstepie mają wymagania a później może pokażą czy coś umieją.
Zgadza się. Każdy pracownik chce zarobić, więc tłumaczenie komukolwiek przez kogokolwiek, że "sorry, taki mamy klimat" i więcej nie dam ci zarobić, jest całkowicie bez sensu, ponieważ nikt nie będzie pracował dla "idei", a tak to jest przy wypłacie rzędu 2500 zł (dobrze jak jeszcze w całości, a nie na raty).
Piszesz - mechanicy w podeszłym wieku mają swoje nawyki. Mają. Są już często w zasadzie niereformowalni. Oni bardziej myślą o jak najszybszym zakończeniu kariery zawodowej i "doczołganiu" się do jakiejś pseudo-emerytury, pomostówki czy coś w tym rodzaju. I zazwyczaj nie myślą o szeroko pojętej nauce i zdobywaniu nowych doświadczeń. Mentalnie żyją jeszcze w technologii napraw samochodów marki fiat 125p, polonez, tudzież mercedes w 124, może audi 80 b4.
Tak szczerze. Daj mu samodzielnie wymienić klocki hamulcowe w pojazdach z elektrycznym ręcznym, okaże się, że nie wie, jak się za to zabrać. O jakiejkolwiek bardziej skomplikowanej "diagnostyce" komputerowej to już raczej zapomnij. Ale taki "mechanik" zgodzi się jeszcze pracować za 2500-3000 zł. Bo nie ma innego wyjścia. W jego wieku nie ma już wielkich możliwości wybrzydzania w wyborze pracy (mówimy tu w zasadzie o osobach 60+).
No a teraz "rodzynki" w wieku 20+. Najczęściej absolwenci "niedzielnych" szkółek samochodowych typu technika z doświadczeniem zawodowym zazwyczaj tak nikłym i mizernym (chociaż są wyjątki od reguły), że szkoda gadać. No ale często tak bywa, gdy jedynym argumentem podjęcia nauki w szkole samochodowej jest to, że "w naszej rodzinie przydałby się mechanik samochodowy". O aspiracjach, manualnych zdolnościach, chęci zdobywania wiedzy i doświadczenia takiego kandydata w branży wtedy jakoś cicho. A że rodzice tak posłali...………..
Nie ma co się dziwić, że z takimi "umiejętnościami" nikt nie zaoferuje im na początek kwoty wyższej niż powiedzmy 2000 zł. A oni mają już na wstępie wymagania typu 3000-4000 zł. Nie myślą o tym, że z pustego to i Salomon nie naleje. Że człowiek prowadzący "biznes" nie będzie dokładał do interesu zatrudniając po prostu "słupa" bardziej do obsługi miotły, a nie wykwalifikowanego, SAMODZIELNEGO mechanika.
I tak kółko się zamyka. Starzy mechanicy ze starej (często tej dobrej szkoły) wykruszyli się, natomiast młodzież z ery smartfona, fejsbuka i innych portali społecznościowych nie za bardzo ma gdzie i jak nabyć doświadczenie, a często nie ma takiej możliwości, bo to etap długi i męczący, a początki mało płatne.
Po co taki delikwent ma pracować jako wiecznie brudny mechanik za 2000-2500 zł, skoro jego kolega z klasy zarabia jako kierowca, bądź pracownik na produkcji kwotę rzędu 3000 zł " mający czyściutkie rączki niczym lalunia z tipsami.
I powiem więcej. Będzie coraz gorzej.
Niestety. Wychodzi bokiem ogólne "zaniżanie" cen w branży, które trwa od wielu, wielu lat. Te wymiany sprzęgieł po 250 zł, rozrządów po 150 zł, opon po 40 zł, diagnostyka komputerowa za 50 zł, wymiany uszczelki pod głowicą za 300 zł, wymiany silnika za 700 zł. Przy takim "cenniku" żaden mechanik nie wykona przerobu, aby zarobić z 5000 zł na rękę, zarobić na swój zus, podatki i jeszcze przynieść zysk swojemu pracodawcy.
Zakłady, które stoją już "mocno" na rynku i wyspecjalizowały się w swojej branży, plus dostosowały swoje warsztaty do "nowej", bardziej wymagającej klienteli (cenowo też) jakoś dadzą sobie radę. Te zakłady, które "przeoczyły" ten moment, pomału będą borykać się najpierw z brakiem kadry pracowniczej, później z możliwościami rozwoju i zakupu/rozbudowy warsztatu i pozostaną w tym miejscu do jego "naturalnej śmierci" w dłuższej perspektywie czasu. Oczywiście. Pozostaną jeszcze "garażowcy", ale oni często pracując w szarej strefie i zarabiając mimo wszystko "na etacie" jakoś przetrwają. Niestety. Prawda jest brutalna.
Także nas mechaników czeka niestety długotrwały proces UŚWIADAMIANIA klientów, że DOBRA JAKOŚĆ naprawy/obsługi samochodu MUSI kosztować. I nie ma tu innej opcji. Nie może być tak, jak to opisał klient poniżej
Witam,
Otóż specjalnie założyłem konto na tym forum, aby się was poradzić.
Kilka dni temu oddałem samochód do warsztatu, trząsło nim podczas jazdy, włączał się check i kontrolka Abs, silnik pracował nierówno. Myślę sobie świece albo cewka. Zrobiłem odczyt w Torque i wyszedł błąd 304 - wypadanie zapłonu 4 cylindra.
Po 3 dniach zadzwonił gość z warsztatu, że wymienił świece, przewody zapłonowe i czujnik cofania (to ostatnie na moją prośbę akurat). Reszty wcześniej ze mną nie konsultował, od czapy wymienił bez jakiejkolwiek zgody.
I policzył sobie za wszystko.. 570zł.
Ponoć 320 sprzęt (4x świece i kable plus czujnik) i robocizna 250.
I teraz pytanie do was - czy to nie wydaje się za dużo? Kable + 4 świece na Allegro idzie dostać za około 130zł, hurtowo pewnie za 100zł (jasne, są droższe, ale nie oszukujmy się, nie kupiono takich) i czujnik 15-20zł. Ja rozumiem że warsztat też robi przebitkę na kupnie potrzebnych rzeczy do wymiany, ale żeby 3x?
No i ta robocizna - 250zł za wymianę świec i tych kabli, ile to roboty, 30min? To trochę droga roboczogodzina..
Nie twierdzę, że gość mnie oszukał, wydaje mi się po prostu ze to jest cholernie drogo, ale chciałbym poznać zdanie dużo bardziej doświadczonych użytkowników, najlepiej też jakichś mechaników.
Dla porządku dodam - robione auto Skoda Octavia 1.6 Mpi 2002r.
Warsztat we Wrocławiu, nie żadne Aso czy sieciówka, zwykły warsztacik z 3-4 pracownikami na uboczu.
Pozdrawiam i dziękuję za opinie.
W takim wypadku pozostaje tylko takie stwierdzenie
Boże uchowaj przed takimi klientami!
Tak już świątecznie życzę wszystkim zdrowych, spokojnych, w miarę śnieżnych Świąt Bożego Narodzenia.
Dla wszystkich odstresowania się i nabrania dystansu do tego, co w danym roku wykonywali lub z czym się borykali.
Mechanikom - spokojnej pracy przynoszącej wymierne dochody, mniej stresu w relacjach mechanik-klient.
Klientom - mało niespodziewanych awarii pojazdów, więcej wyrozumiałości do pracy mechanika, tym niemniej jak najmniej patologicznych sytuacji bycia oszukanym itp., ale za to doceniajcie swoich mechaników za to, że są - sądzę, że zawsze pomocni i usłużni. choć miejmy nadzieję, że nie z takim efektem, jak w stosunku do dwóch takich pań z US w Bartoszycach.
Bądźmy dla siebie zawsze ludźmi, a nie wilkami 