misieq_wroclaw
Nowy
- Dołączył
- 28.04.2020
- Postów
- 1
- Punktów
- 0
Cześć,
bujam się już z tym pudłem 10ty rok i mam wrażenie, że wyczerpałem już możliwości. Otóż 5 lat po zakupie auta padł termostat. Generalnie "wybuchł" obudowę na tyle, że konsekwencją było mieszanie się płynu chłodniczego z olejem (obudowa termostatu zawiera w sobie kanał olejowy od wałków rozrząd do misy - z tego co się orientuje odprowadza nadmiar oleju - nie ma chłodnicy oleju, ani innych punktów styku tych dwóch płynów). W wyrównawczym pojawił się olej (sporo) - identyfikacja uszczelka, planowanie, oringi itd.. Teraz po całości przygód stwierdzam, że chyba jednak była to błędna diagnoza - mechanik nie wykrył uszkodzenia na uszczelce, a ja tak jeździłem dosyć długo, bo nie skojarzyłem, że wolne nagrzewanie wnętrza to problem z termostatem. Sądzę, że tak koło miesiąca. Więc wszystkie przewody do wymiany - popuchły i zmiękły od oleju. To miałem już za sobą i byłem uboższy o przeszło 2.5 tysiąca.
W między czasie miałem śmieszną awarię korka od zbiorniczka wyrównawczego - zużył się i nie trzymał ciśnienia. To tylko kilkanaście złotych.
Jednak od pierwszej awarii non stop ubywało płynu chłodniczego. W regularnych odstępach czasu musiałem robić dolewkę - proporcjonalną do liczby przejechanych kilometrów. Auto było sprawdzane pod kątem wycieków - organoleptycznie (łączenia, przewody, pompa cieczy) plus ciśnieniowo (wyrównawczy plus chłodnica do termostatu) - brak wycieków. Na stacji diagnostycznej podpytywałem czy wycieki do tłoków byłoby widać na pomiarach (na wydechu)- powiedzieli, że niby tak, ale ponadto przecież nie trzymało by ciśnienia na cylindrze i gotowałoby płyn w kilka minut. Ostatnio awaria się znowu powtórzyła - po kolejnych 5 latach. Uszczelka (tym razem podobno coś tam było zagięte na uszczelce), termostat, płyn, olej itp. było ok do momentu dłuższego przestoju w eksploatacji. Tzn. do epidemii. Samochód postał dwa tygodnie i problem powrócił. W czasie jazdy wszystko jest ok, na postoju po jeździe i po wyłączeniu silnika wybija płyn chłodniczy - nie robi tego gwałtownie, po prostu mogę sobie obserwować jak poziom płynu rośnie i rośnie, aż zaczyna wypływać spod korka.
Osłabia mnie to auto, ale nie mam teraz ani czasu ani pieniędzy na zakup innego. Co może być przyczyną ubywania płynu i teraz jego wybijania - pomimo niedawnej naprawy i wymiany termostatu? Termostat znowu się zaciął? Płyn zjada jakieś mikro pęknięcie np. przy kolektorze wylotowym? Może znacie jakiś warsztat od francuzów we Wrocławiu, który zna się na serio na tych silnikach, a nie tylko na papierze?
Auto "oglądało" i "naprawiało" już 4 różnych mechaników i żaden nie był w stanie pozbyć się problemów ostatecznie.
bujam się już z tym pudłem 10ty rok i mam wrażenie, że wyczerpałem już możliwości. Otóż 5 lat po zakupie auta padł termostat. Generalnie "wybuchł" obudowę na tyle, że konsekwencją było mieszanie się płynu chłodniczego z olejem (obudowa termostatu zawiera w sobie kanał olejowy od wałków rozrząd do misy - z tego co się orientuje odprowadza nadmiar oleju - nie ma chłodnicy oleju, ani innych punktów styku tych dwóch płynów). W wyrównawczym pojawił się olej (sporo) - identyfikacja uszczelka, planowanie, oringi itd.. Teraz po całości przygód stwierdzam, że chyba jednak była to błędna diagnoza - mechanik nie wykrył uszkodzenia na uszczelce, a ja tak jeździłem dosyć długo, bo nie skojarzyłem, że wolne nagrzewanie wnętrza to problem z termostatem. Sądzę, że tak koło miesiąca. Więc wszystkie przewody do wymiany - popuchły i zmiękły od oleju. To miałem już za sobą i byłem uboższy o przeszło 2.5 tysiąca.
W między czasie miałem śmieszną awarię korka od zbiorniczka wyrównawczego - zużył się i nie trzymał ciśnienia. To tylko kilkanaście złotych.
Jednak od pierwszej awarii non stop ubywało płynu chłodniczego. W regularnych odstępach czasu musiałem robić dolewkę - proporcjonalną do liczby przejechanych kilometrów. Auto było sprawdzane pod kątem wycieków - organoleptycznie (łączenia, przewody, pompa cieczy) plus ciśnieniowo (wyrównawczy plus chłodnica do termostatu) - brak wycieków. Na stacji diagnostycznej podpytywałem czy wycieki do tłoków byłoby widać na pomiarach (na wydechu)- powiedzieli, że niby tak, ale ponadto przecież nie trzymało by ciśnienia na cylindrze i gotowałoby płyn w kilka minut. Ostatnio awaria się znowu powtórzyła - po kolejnych 5 latach. Uszczelka (tym razem podobno coś tam było zagięte na uszczelce), termostat, płyn, olej itp. było ok do momentu dłuższego przestoju w eksploatacji. Tzn. do epidemii. Samochód postał dwa tygodnie i problem powrócił. W czasie jazdy wszystko jest ok, na postoju po jeździe i po wyłączeniu silnika wybija płyn chłodniczy - nie robi tego gwałtownie, po prostu mogę sobie obserwować jak poziom płynu rośnie i rośnie, aż zaczyna wypływać spod korka.
Osłabia mnie to auto, ale nie mam teraz ani czasu ani pieniędzy na zakup innego. Co może być przyczyną ubywania płynu i teraz jego wybijania - pomimo niedawnej naprawy i wymiany termostatu? Termostat znowu się zaciął? Płyn zjada jakieś mikro pęknięcie np. przy kolektorze wylotowym? Może znacie jakiś warsztat od francuzów we Wrocławiu, który zna się na serio na tych silnikach, a nie tylko na papierze?
Auto "oglądało" i "naprawiało" już 4 różnych mechaników i żaden nie był w stanie pozbyć się problemów ostatecznie.