Zgadza się. Cena czyni cuda. Ale porównaj np. etykiety na oponach. Te najtańsze mają zazwyczaj litery F,G, natomiast im wyższa cena, to często dochodzimy do C, B, a nawet A. Zresztą wymieniasz np. Achillesy. OK. Opona "daje radę". Ale często bywa tak, że tylko popada deszcz i już zaczynają ślizgać się po asfalcie. Nie można wszystkiego "mierzyć" wyłącznie ceną. Nie można tolerować tego, że właściciel samochodu "przyoszczędził" i wskutek tego np. wjechał w przystanek pełen ludzi, bo wpadł w poślizg z powodu opon marnej jakości. A uwierz, że często widzę takich, którzy jeżdżą na slickach. Albo sławetne teksty, że kiedyś nie było opon zimowych i tez się jeździło. Tak. Owszem. Ale kiedyś opona o bieżniku D-124 była oponą wielosezonową, a nie typowo letnią. To po pierwsze. A po drugie. Jeżeli ktoś nie widzi różnicy w trakcji na oponach letnich i zimowych to już tego nie komentuję. A po trzecie może po prostu ludzie trochę kupują samochody "na wyrost". przekraczając swoje możliwości budżetowe. Taki delikwent nie może jeździć np. astrą 2 z oponami w rozmiarze 14 cali (komplet opon w cenie ok. 600-800 zł), tylko musi "pokazać" sąsiadom swój status społeczny i kupuje jakieś bmw 5 czy inne audi a6 z oponami w rozmiarze 16-17-18 cali, a potem stęka, że te kosztują 1500-2000 tys. zł ca komplet. Sorki. Ale za rozbuchane ego też trzeba zapłacić. Jeżeli chciałbym kupić samochód z silnikiem V8 to muszę liczyć się ze spalaniem rzędu 13-18 l/100 km i przyjąć to do wiadomości, a nie liczyć, że jak będę jeździł "spokojnie", to zejdę do jakiś niemożliwych do osiągnięcia 7-8 litrów



.
Takie życie.
A wracając do klientów i ceny. Mam znajomego, który założył sobie do C5 chińskie opony, bo mówi, że w stanach mają niezłe wzięcie i opinie. No i pojeździł. Jak było sucho, było wszystko OK. Ale tylko popadał deszcz o mało nie wjechał w tył innego samochodu. Więc policzmy na czym mógł "zaoszczędzić". Rozbity samochód z własnej winy (chyba, że poda do sądu chińską fabrykę opon



), zapewne mandat, gdy przyjechałaby policja, od razu zabrany dowód rejestracyjny, bo auto przecież nie nadaje się do jazdy, laweta, blacharz, lakiernik, mechanik, brak samochodu przez jakiś czas, przegląd pokolizyjny na SKP, utraca zniżki z polisy itd. Więc "strasznie" można "przyoszczędzić". Co nie znaczy oczywiście, że na super drogich oponach nie wpadniesz w poślizg, ale czasem te kilka metrów decyduje o wszystkim.