8Hej, ja rozumiem że koszty pracy wzrosły i inne takie. Ale te 27 czy też 32 w okolicach Krakowa jak piszesz to na dzisiaj jest niewiele biorąc pod uwagę jak podniosły się koszty życia( takie zakupy w popularnych marketach na tydzień to się ocierają o 500zł)i wcale się nie dziwię że niezadowolony. nie wiem tylko jak się ma te 16.5£ w porównaniu do kosztów życia na miejscu a przeliczać na pln nie ma sensu bo przecież żyjesz tam i zarabiasz więc wydajesz. Chyba że ktoś chce jechać i mieszkać w kartonie i każdego funta odkładać i potem wracać do pl.
Dlatego zadzwonił, czy nie może wrócić.
Nie bardzo mu pyklo tam u niego na miejscu, ale szczegóły poznam jak go będę widział.
Na rękę ma u mnie £18 podstawy, mieszkanie wynajmuje ode mnie z drugim mechanikem (3 dniówki i jest opłacone na miesiąc, prąd i gaz płacą sami - nie wiem ile wychodzi). Ile im tam na szlugi czy gorzałę wychodzi też nie wnikam.
Minimalna krajowa na rękę to £10 z groszem na dzień dzisiejszy. Jak robił u mnie wcześniej to z własnej woli cisnał jak ja czyli ponad 300h msc, bo zbierał na wesele, więc między £4000 a £6000 na rękę było. To bardzo dobre zarobki, ale oczywiście zero życia. Robisz, jesz, kimasz, robisz aż w końcu w Ryanaira i lecisz.
Ale to każdy będzie miał inaczej, więc porównywać to wszystko słabo. Zwłaszcza, że chłopak prawko b+e i c, papiery przetłumaczone, dobry angielski, i tutejsze kwity, no i stały pobyt, zadnych wiz i innych utrudnień, a przede wszystkim umie w auta.
Czy za taką kasę to warte rozłąki z rodziną i doginanie na wyspach na jakiegoś lalka to już każdy indywidualnie sobie musi odpowiedzieć. Na pewno to nie jest życie dla każdego.
zamykasz temat i wracasz do życia, przyjaciół, rodziny, jedziesz na ryby,na piwo ( pomijając Bartka, który pije w pracy 
