Witam
Do tej pory jeździłem peugeotem 407 rocznik 2008 benzyna 2.0 sedan, kupiony równo 3 lata temu sprowadzany z Niemiec, z przebiegiem (na liczniku) 160 tyś km. Zmierzono wtedy kompresję i było po ok 9,5 - 10 barów na każdym cylindrze.
Auto mi mega pasowało, założyłem LPG przez co koszty paliwa były spoko, auto duże fajnie wyciszone i wygodne. Niestety technicznie był to samochód z którym miałem najwięcej problemów i napraw.
Rok po zakupie zaczęły się problemy z gaśnięciem silnika na luzie, falowaniem obrotów itp - pęknięta pokrywa zaworów, wymiana i wszystko było ok. Pół roku później problemy z odpalaniem - uszkodzony czujnik temperatury, wymiana i wszystko było ok.
Niestety po 1,5 roku po zakupie pojawił się wyczuwalny zapach spalenizny - diagnoza: wyciek oleju.
Od tej pory zaczęło się niekończące się jeżdzenie po mechanikach i zostawianie u każdego po 1500 zł.
Po każdej naprawie i uszczelnieniach, okazywało się że olej cieknie nadal, po drodze padło sprzęgło, po którego wymianie i dolaniu oleju do skrzyni (też były wcześniej jego wycieki) zaczęła skrzynia szwankować: delikatne charczenie na 1 i 2 biegu, szarpanie drążka przy wciskaniu/puszczaniu gazu.
Gdyby było tylko to to nie byłoby problemu, natomiast ostatni mechanik stwierdził, że wszystkie uszczelnienia zostały wymienione poza jednym zlokalizowanym na środku bloku silnika, i które wtedy jeszcze prawie nie ciekło, a które też aby wymienić należało wymontować cały silnik i zrobić już jego kapitalkę.
No niestety po uszczelnieniu wszystkich innych miejsc to jedno się mega rozszczelniło i olejem aż rzyga.
Do tego nie wiadomo czy nie cieknie z uszczelki pod głowicą.
Olej nie dostaje się do komory spalania (skład spalin na to nie wskazuje).
W każdym razie wyciek jest na tyle mocny że może zalać sprzęgło, więc auto nie nadaje się do jeżdzenia.
Żeby zrobić kapitalkę silnika to warto też zrobić regenerację skrzyni.
Wszystko to już przewyższa cenę samochodu i nie daje żadnej gwarancji że te naprawy będą skuteczne.
Kupno używek to za duże ryzyko a koszt niewiele mniejszy.
Auto na liczniku obecnie ma 233 tyś km (ale faktycznie licznik mógł być kręcony).
Z bólem więc muszę się tego auta pozbyć chociaż bardzo je lubiłem. Tym bardziej, że wizualnie auto jest bardzo zadbane.
I teraz moje pytania do obeznanych w motoryzacji użytkówników.
1. Czy może jednak jest sens coś z tym autem zrobić żeby dalej jeździło czy to faktycznie nie ma sensu bo mogą też inne rzeczy w nim siadać ?
2. Czy takie auto wgle ktoś kupi, czy to już się nadaje na złom ?
3. Załóżmy, że kupię nowe auto w budżecie ok 25 tyś (z ew. dołożeniem do 30 tyś). Co byłoby dobrym autem pod następujące wymagania:
-auto będzie głównie na trasy: 1-2 razy w tygodniu będę jeździł nim autostradą ok 220 km + od czasu do czasu do pracy 2x 35 km + od czasu do czasu jakiś wyjazd w góry lub inne miejsca. Po mieście nie będę nim za dużo jeździł. Czyli generalnie planuję już tyle nim nie jeździć ile jeździłem peugeotem.
-niska awaryjność, żeby nie było non stop jeżdżenia po mechanikach i wydawania kupy kasy
-tanie w eksploatacji, zatem odpada benzyna bez możliwości założenia instalacji LPG
-żeby posłużyło na min 6 lat, ażeby szło jeszcze je sprzedać, żeby po tych 6 latach nie było trupem.
Dopiszę jeszcze swoje preferencje, ale oczywiście dużo ważniejsze są podpunkty powyżej:
-żeby nie było jakieś totalnie małe, ja sam jestem bardzo wysoki i do niektórych autek się zwyczajnie nie mieszczę i głupio w nich wyglądam
-żeby nie było to największy muł na drodze, już nie wymagam turbo 160 KM, ale żeby to nie było auto które będzie miało problem wyprzedzić tira.
-w miarę wygłuszone, żeby nie było tak, że na autostradzie przy 130-140 km/h będzie mi zagłuszało radio.
Tak jak piszę, najważniejsze są te pierwsze podpunkty i jeśli nie istnieje kompromis miedzy tymi pierwszymi a tymi poniżej to zatrzymajmy się na tych pierwszych.
Do tej pory jeździłem peugeotem 407 rocznik 2008 benzyna 2.0 sedan, kupiony równo 3 lata temu sprowadzany z Niemiec, z przebiegiem (na liczniku) 160 tyś km. Zmierzono wtedy kompresję i było po ok 9,5 - 10 barów na każdym cylindrze.
Auto mi mega pasowało, założyłem LPG przez co koszty paliwa były spoko, auto duże fajnie wyciszone i wygodne. Niestety technicznie był to samochód z którym miałem najwięcej problemów i napraw.
Rok po zakupie zaczęły się problemy z gaśnięciem silnika na luzie, falowaniem obrotów itp - pęknięta pokrywa zaworów, wymiana i wszystko było ok. Pół roku później problemy z odpalaniem - uszkodzony czujnik temperatury, wymiana i wszystko było ok.
Niestety po 1,5 roku po zakupie pojawił się wyczuwalny zapach spalenizny - diagnoza: wyciek oleju.
Od tej pory zaczęło się niekończące się jeżdzenie po mechanikach i zostawianie u każdego po 1500 zł.
Po każdej naprawie i uszczelnieniach, okazywało się że olej cieknie nadal, po drodze padło sprzęgło, po którego wymianie i dolaniu oleju do skrzyni (też były wcześniej jego wycieki) zaczęła skrzynia szwankować: delikatne charczenie na 1 i 2 biegu, szarpanie drążka przy wciskaniu/puszczaniu gazu.
Gdyby było tylko to to nie byłoby problemu, natomiast ostatni mechanik stwierdził, że wszystkie uszczelnienia zostały wymienione poza jednym zlokalizowanym na środku bloku silnika, i które wtedy jeszcze prawie nie ciekło, a które też aby wymienić należało wymontować cały silnik i zrobić już jego kapitalkę.
No niestety po uszczelnieniu wszystkich innych miejsc to jedno się mega rozszczelniło i olejem aż rzyga.
Do tego nie wiadomo czy nie cieknie z uszczelki pod głowicą.
Olej nie dostaje się do komory spalania (skład spalin na to nie wskazuje).
W każdym razie wyciek jest na tyle mocny że może zalać sprzęgło, więc auto nie nadaje się do jeżdzenia.
Żeby zrobić kapitalkę silnika to warto też zrobić regenerację skrzyni.
Wszystko to już przewyższa cenę samochodu i nie daje żadnej gwarancji że te naprawy będą skuteczne.
Kupno używek to za duże ryzyko a koszt niewiele mniejszy.
Auto na liczniku obecnie ma 233 tyś km (ale faktycznie licznik mógł być kręcony).
Z bólem więc muszę się tego auta pozbyć chociaż bardzo je lubiłem. Tym bardziej, że wizualnie auto jest bardzo zadbane.
I teraz moje pytania do obeznanych w motoryzacji użytkówników.
1. Czy może jednak jest sens coś z tym autem zrobić żeby dalej jeździło czy to faktycznie nie ma sensu bo mogą też inne rzeczy w nim siadać ?
2. Czy takie auto wgle ktoś kupi, czy to już się nadaje na złom ?
3. Załóżmy, że kupię nowe auto w budżecie ok 25 tyś (z ew. dołożeniem do 30 tyś). Co byłoby dobrym autem pod następujące wymagania:
-auto będzie głównie na trasy: 1-2 razy w tygodniu będę jeździł nim autostradą ok 220 km + od czasu do czasu do pracy 2x 35 km + od czasu do czasu jakiś wyjazd w góry lub inne miejsca. Po mieście nie będę nim za dużo jeździł. Czyli generalnie planuję już tyle nim nie jeździć ile jeździłem peugeotem.
-niska awaryjność, żeby nie było non stop jeżdżenia po mechanikach i wydawania kupy kasy
-tanie w eksploatacji, zatem odpada benzyna bez możliwości założenia instalacji LPG
-żeby posłużyło na min 6 lat, ażeby szło jeszcze je sprzedać, żeby po tych 6 latach nie było trupem.
Dopiszę jeszcze swoje preferencje, ale oczywiście dużo ważniejsze są podpunkty powyżej:
-żeby nie było jakieś totalnie małe, ja sam jestem bardzo wysoki i do niektórych autek się zwyczajnie nie mieszczę i głupio w nich wyglądam
-żeby nie było to największy muł na drodze, już nie wymagam turbo 160 KM, ale żeby to nie było auto które będzie miało problem wyprzedzić tira.
-w miarę wygłuszone, żeby nie było tak, że na autostradzie przy 130-140 km/h będzie mi zagłuszało radio.
Tak jak piszę, najważniejsze są te pierwsze podpunkty i jeśli nie istnieje kompromis miedzy tymi pierwszymi a tymi poniżej to zatrzymajmy się na tych pierwszych.
Dwumasa się nie wysypie ?
400 tysi z kawalkiem i silnik nadal chodzi... Dobre samochody skonczyly sie po 2000 roku.