Podzielę się sję jednym swoim przypadkiem. Podjeżdża klientka Merivą 1.7 cdti i prosi o wymianę uszczelki pod miską olejową bo cieknie. Po obejrzeniu pacjenta stwierdzam, że olej cieknie z nieszczęsnego vacum na alternatorze. Dzwonie do miłej pani i informuję skąd cieknie. Pani decyduje się na naprawę. Po wymontowaniu alternatora okazuje się, że ten nie nadaje się do naprawy więc uprzejmie zawiadamiam klientkę, ze trzeba nowy alternator i jakie są koszty. Pani sie decyduje na to co wspomniałem. Teraz zaczyna się już mniej miły scenariusz. Otóż po odbiór auta podjeżdża dwóch kolesi i zaczyna się jazda. Zarzucają mi, że miałem tylko uszczelnić miskę, a ja wymieniłem alternator no i oczywiście to spotęgowało koszty. Ja tłumaczę, że wszystko było z właścicielką uzgodnione przez telefon, że wyciek nie był z miski, tylko z pompy podciśnienia na alternatorze, a alternator dosłownie pływał w oleju, co spowodowało wypalenie mostka prostowniczego itd., a stan wałka w miejscu uszczelnienia był tragiczny. Stary altek dostali do ręki. Zaczęli się targować, w końcu zapłacili, ale zaczęli mnie straszyć skarbówką ( kasy fiskalnej jeszcze nie miałem ). Zażądali fakurę - napisałem i dalej przepychanka, bo to im nie pasuje i tamto. Moja cierpliwość się skończyła. Oddałem im pieniądze i kazałem opuścić natychmiast teren posesji, zagroziłem policją, bo ja ich nie znam i nie mogę im wydać samochodu. Polożyli szybko uszy, wyszli na drogę, zadzwonili do właścicielki auta, a ona grzeczniutko do mnie, żeby im wydać samochód bo ona nie może podjechać. Ja powiedziałem o zachowaniu tych kolesi, a pani przeprosiła za nich. Jak weszli ponownie to byli już bardzo grzeczni , ale nerwów mi naszarpali masę. Za jakiś czas dzwonił jeden z nich z jakimś problemem w tej merivie, ale potraktowany został tak jak na to zasłużył.