Witajcie,
Jako, że wczoraj odebrałem paczuszkę z lampkami MDLS CRI, podzielę się z wami swoimi pierwszymi wrażeniami.
Komplet składa się z trzech sztuk jednakowych lamp i jest zainstalowany w stacji dokującej, która stanowi miejsce ładowania i przechowywania lamp. Wyposażona w gniazdo o okrągłym porcie, a do kompletu dołączona jest oczywiście ładowarka i tu od razu dwa subiektywne spostrzeżenia (załączam poniżej).
Na warsztacie czasu mało na wszystko, to w końcu nie urząd, zatem natychmiast po tym jak ujrzałem miejsce mocowania na kołki do ściany z tyłu obudowy stacji dokującej, złapałem za wiertarkę i przytwierdziłem cały zestaw na ścianie.
Tak to wygląda:
1. Ładowarka zbudowana jest wraz z bolcami instalowanymi w gniazdo 230V. Moim zdaniem lepiej byłoby wyciągnąć z niej kawałek przewodu i samą wtyczkę, tak by ładowarka spokojnie leżała sobie w miejscu jej przeznaczenia, a sam przewód by dało się wyciągnąć poza stację i podłączać do gniazda. Na plus jest fakt, iż ładowarka nie jest zabudowana w stacji, co w razie awarii generowałoby spore koszty.
2. Dygresja kolejna, to brak wcięcia na przewód pomiędzy gniazdem ładowania a miejscem spoczynku ładowarki.
Niby pierdoła, z którą każdy poradzi sobie tapeciakiem, ale może dałoby się taki pomysł podsunąć producentowi.
Na stałe będzie już raczej wpięte gniazdo ładowania, a jedynie ładowarka będzie zmieniała swoją lokalizację między miejscem spoczynku w stacji - a gniazdkiem 230V na ścianie.
W pierwszej chwili lampki wydają się małe, ale to wrażenie szybko mija jak tylko zaczniemy z nich korzystać.
Bo ? Bo robią robotę !
Ale o tym szczegółowo niebawem.
ERGONOMIA przede wszystkim !
Funkcjonalność lamp jest duuuża. Z tyłu obudowy mamy magnes i przy pracach blacharskich trzeba z nim uważać. Tzn., przed zamocowaniem lampy na karoserii naprawianego pojazdu, przetrzeć co by nie było na nim opiłków, które pomiędzy lampą a samochodem mogłyby spowodować uszkodzenia lakieru.
Sam magnes wystarcza idealnie do utrzymywania lamp w różnych pozycjach, a tych do wyboru mamy sporo.
Źródłem światła jest po 7 diód led, które możemy regulować w płaszczyźnie pionowej jak i poziomej, poprzez odchylanie oraz ruch obrotowy zespołu diód w stosunku do obudowy lampy.
Do mocowania lampy jest również haczyk na sprężynce działający jak zapinanie liny wspinaczkowej. Odginasz, zapinasz, zwalniasz i już, sprzęt wisi.
Jest jakoś tak, że kupione za swoje szanuje się z największą starannością i chucha jak na jajko. Ale dzisiaj mamy za zadanie poddać lampy testom, a ja nie zamierzam ich oszczędzać
Lampy przyjechały już naładowane i w jednej chwili rozeszły się po warsztacie.
Wieczorem kliknąłem magiczny "button" CHARGE, który robi dyskotekę niebieskich diód w stacji co sygnalizuje ładowanie lamp. Czas potrzebny na naładowanie jednej to 60 min. W przypadku ładowania dwóch jest to 90 min i analogicznie dla trzech czas wydłuża się do 120 min.
Pierwsze wrażenie ? Rewelacja !
Czas na ostrą pracę, trzymajcie kciuki
