Znajomi moi,swego czasu jedyny zakład samowystarczalny w okręgu,mieli wszystko,nie musieli wozić głowic,wałów,słupków do obróbki,w latach 90 tych nie było majętniejszych ludzi,park maszynowy budził podziw,robili remonty silników,itd.itp.Hurtownia w Krakowie poza tym,oraz magazyn na miejscu wypchany po brzegi częściami zamiennymi,najbardziej zaufanego typka wybrali na tego,który wydawał cześci klientom i inkasował pieniądze,był z ich wioski.Pewnego razu facet się zwolnił,po jakimś czasie przyjechał klient by kupić b.drogą częsć,bodajże nową pompę wtryskową,właścicele byli pewni,że jest na stanie,nie było.Zrobiono remanent,kilkaset tysiaków na współczesne pieniądze w plecy.Ja byłem swego czasu brygadzistą,czasami kierownikiem na budowach,powiem tak,pracownicy kradli co się tylko dało,cęgi zbrojarskie potrafił zajumać jeden drugiemu.To nie jest tak,że np.słabe pieniądze i to jest przyczyna ,byli też tacy,którzy nie ukradliby nigdy w życiu.Miałem do czynienia z kierownikiem,spec od budowy mostów,zarabiał miesięcznie ok.15 tyś zł,pozwalał pracownikom wybranym wynosić stal przywożoną gotową(pręty,strzemiona,kobyłki)przyciętą pod konkretne odcinki mostu,wyliczoną,cholernie to było drogie,oni to cięli flexami i wynosili z budowy do pobliskiego skupu złomu,po co? By było na flachy,nawet na to się łakomił,właściciel firmy podwykonawczej wyrzucił z pracy majstra ,który był w komitywie z tym kierownikiem,wiedział o wszystkim,niestety szef musiał odkupić stal gotową,kierownik pozostał czysty

Straty firmy,szkoda gadać.Ja myślę,by uważać na alkoholików,ćpunów,bywalców burdeli, szczególnie,chociaż byli tacy,którzy nie kradli,ale to były wyjątki.Nie będę już opisywał firmy mojego kolegi z ławki(f-ma Wiśniowski,bramy,okna,ocynkownia) Kradli mu okropnie,masakra.